Jak zwiedzać z dziećmi – 5 prostych wskazówek

Spotkałam się ostatnio z opinią, że żeby zwiedzać z dzieckiem, trzeba przygotować mu tablet z porządnie naładowaną baterią. Według niektórych najwyraźniej dzieci nie nadają się do odkrywania nowych miejsc, szybko się nudzą i tylko przeszkadzają. O ile oczywiście nie wsadzi im się przed twarz ekranu z bajką albo grą.

Nie będę oszukiwać. Być może gdzieś są takie dzieci. Różnie to bywa. Ale doświadczenie podpowiada mi, że zdecydowana większość małych podróżników chętnie poznaje nowe miejsca, ogląda ciekawe rzeczy i zadaje milion pytań, by pomóc sobie zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Ale również z doświadczenia wiem, że zwiedzanie z dziećmi może być trudne i męczące dla rodziców i warto się do niego wcześniej trochę przygotować.

Jak zwiedzać z dziećmi?

1. Dowiedz się czegoś o miejscu, w którym jesteś

My jeszcze przed wyjazdem staramy się opowiedzieć Kluskom, gdzie jedziemy, co tam będziemy robić. Często szukamy jakichś ciekawych informacji o danym mieście, legend, historii. Często też wspólnie zastanawiamy się jakie miejsca w danym mieście warto odwiedzić. W ten sposób budzi się w nich ciekawość nowego, nieznanego dotąd miasta. A jeśli oni są ciekawi, to i zwiedzanie idzie dużo łatwiej.

Jeśli wśród miejsc, które chcemy odwiedzić są też takie klasyczne muzea – takie w których panuje zasada „cicho, nie dotykać, tylko oglądamy” też warto spróbować do nich zajrzeć. Nie trzeba się trzymać tylko tych atrakcji, które powstały z myślą o dziecięcej potrzebie odkrywania świata wszystkimi zmysłami. Trzeba jednak do takiej wizyty się odpowiednio przygotować.

Kiedyś wchodząc do muzeum często liczyłam po prostu na to, że czegoś tam się dowiem. Pooglądam, poczytam. Jednak odkąd mam dzieci, dobrze wiem, że wchodząc do takiego miejsca będę musiała odpowiedzieć na wiele pytań. A co to? A po co to? A kto to? A czemu tak… I chociaż część faktów można doczytać, to jednak jeśli przy każdym pytaniu będziemy kazać dziecku czekać pięć minut, aż skończymy czytać skomplikowany muzealny opis, to dziecko w końcu zacznie się nudzić. A wiadomo – dziecięca nuda prowadzi najczęściej do dwóch rzeczy – albo ciągłego „mamo, nudzi mi się!” albo organizowania sobie przez dziecko własnych atrakcji, które najczęściej stoją w sprzeczności z regulaminem muzeum. Tak czy siak – dziecięca nuda może zepsuć wizytę w każdym miejscu. Z drugiej strony jednak uważam, że warto dzieci zabierać do takich miejsc, bo jeśli jesteśmy w stanie odpowiedzieć przynajmniej na część ich pytań, to wiedza jaką zdobywają w ten sposób jest naprawdę imponująca. A dodatkowo pokazujemy im, że muzea mogą być ciekawe i warto do nich zaglądać.

I już tak na koniec – dużo piszę o przygotowaniach. Ale czasami warto po prostu spróbować. Bo nie wszystko da się zaplanować z góry. Czasami po prostu chodząc ulicami miasta znajdujemy miejsce, które wygląda ciekawie i zachęcająco. I z takich okazji warto korzystać. Nie musimy się przecież w 100% trzymać planu. Trzeba się tylko liczyć z tym, że takie eksperymenty czasem są udane, a czasem nie. Ale nawet jeśli okaże się, że tym razem nie do końca nam się udało – to tylko część przygody. A czym jest przygoda bez nieprzewidywalności?

2. Wcześniej porozmawiaj z dzieckiem o pamiątkach

Zwiedzanie to biznes. I to dla wielu osób. Jeśli więc jedziecie w popularne turystyczne miejsca, trzeba liczyć się z tym, że poza średniowiecznym kościołem czy renesansowym zamkiem, znajdziecie też dziesiątki straganów, z których większość ma w asortymencie wątpliwej jakości, za to niezmiernie kolorowy i migający, asortyment, który przyciąga dzieci jak magnes. Zazwyczaj małym dzieciom na straganach podoba się prawie wszystko, a w ich głowach i ustach pojawiają się donośne „Ja chcę to! Koniecznie! Już, teraz, natychmiast!” I co? Powiesz nie? To przecież będzie płacz i ryk i zawodzenie i żal i wszystko to, czego na spokojnej rodzinnej wycieczce staramy się uniknąć. Z drugiej strony – kupić? Nawet jeśli byłoby mnie stać na to, żeby kupić każdą zabawkę, którą moje dziecko sobie upatrzy na straganie, to co z tym później robić? Z resztą większość z tych baloników, gwizdków, latających światełek i tak za chwilę się popsuje i wtedy znów zapanuje czarna rozpacz.

Co zatem robić? U nas sprawdza się wcześniejsza rozmowa. Rozmawiamy z dziećmi, tłumaczymy, że oczywiście jeśli chcą pooglądać, to nie ma problemu, ale my nic kupować nie będziemy, lub – zależnie od miejsca i planów – że będą mogły sobie kupić jedną pamiątkę w takam i takim przedziale cenowym. I teraz raczej nie ma już problemów z histerią przy straganach. Oczywiście od czasu do czasu pojawiają się jeszcze oczy pełen smutku i „ale ja bym tak bardzo chciał”, albo „ale to wszystko aż kusi, żeby to kupić”… Oczywiście staramy się rozpatrywać indywidualnie przypadki szczególnie smutnych oczu, ale to też nie znaczy, że od razu pędzimy coś kupić. Rozmawiamy sobie o tym, dlaczego tak bardzo tego chcą, zastanawiamy się, co się stanie z daną rzeczą po powrocie do domu, dyskutujemy o mechanizmach handlu i reklamy, a potem podejmujemy decyzję.

Warto jednak pamiętać, że szczególnie przy pierwszych podróżach i szczególnie z młodszymi dziećmi (tak 2-4 lata) przechodzenie obok straganów może być bardzo trudne. Nie tylko dla nas dorosłych, ale przede wszystkim dla dzieci. Dla nich tam wszystko jest ciekawe, wszystko by tam chciały. One jeszcze nie wiedzą, że większość tych rzeczy to chiński badziew, albo że praktycznie w każdym innym miejscu można znaleźć takie same pamiątki, tyle tylko, że z innym podpisem. Ciężko im się zdecydować na jedną rzecz. Ciężko przejść nie zachwycając się ruszającym się pieskiem, albo migającą opaską na włosy… To jest po prostu dla nich trudne i będą potrzebować trochę czasu, żeby do takich sytuacji się przyzwyczaić. Jedyne co możemy w takiej sytuacji zrobić, to wydaje mi się, zrozumieć ich żal, ból i smutek i nie karać dodatkowo „Jak zaraz nie przestaniesz ryczeć, to już nic ci nie kupię / nigdzie nie pojedziemy / zaraz wracamy do domu / nie będzie lodów…” (niepotrzebne skreślić). Może zamiast tego lepiej się sprawdzi „Rozumiem, że to dla Ciebie trudne, tyle tu fajnych rzeczy, wszystko byś chciał, tym razem jednak nic nie kupujemy / możemy kupić tylko jedną pamiątkę bo…” To oczywiście nie zagwarantuje nam, że dziecko od razu przestanie płakać. Ale jeśli uświadomimy sobie, że dziecko wcale nie chce na nas nic wymusić, a cała sytuacja jest dla niego pewnie jeszcze trudniejsza niż dla nas, to będzie nam łatwiej zachować zimną krew i spokój. A z każdą kolejną wycieczką naprawdę i dzieciom będzie coraz łatwiej.

3. Zaplanuj przerwy w miejscu, gdzie dziecko może się swobodnie pobawić

Zwiedzając z dzieckiem trzeba pamiętać, żeby nie przesadzać w planowaniu atrakcji. Zmęczenie nie sprzyja bowiem miłej atmosferze na rodzinnej wycieczce. Miłej atmosferze nie sprzyja też lecenie z wywieszonym językiem z jednego muzeum do drugiego, bo tam już bilety zamówione i za 15 minut trzeba będzie wchodzić… Czasem lepiej zaplanować sobie jedną ciekawą rzecz do zobaczenia, a resztę dnia spędzić spacerując nieśpiesznie po mieście.

Warto też rozejrzeć się za takimi miejscami, w których dzieci będą mogły się spokojne pobawić na własnych zasadach, a rodzice odpocząć. Dlatego my zawsze szukamy placów zabaw (w tym roku pomagała mi w tym aplikacja Sygic Travel – są tam zaznaczone różne miejsca, między innymi place zabaw, kiedy już czułam, że potrzebujemy odpoczynku, szukałam na mapie właśnie najbliższego placu zabaw). Nie ma nic gorszego na rodzinnej wycieczce jak zmęczeni rodzice i zmęczone dzieci, które przez cały dzień musiały robić dokładnie to, czego oczekują od nich dorośli (no bo przecież w muzeum trzeba się dobrze zachowywać). Plac zabaw pozwala dzieciom poszaleć lub odpocząć na własnych zasadach, porozmawiać z innymi dziećmi, po prostu być sobą. Dzięki temu później lepiej współpracują, kiedy trzeba było zrobić coś po „dorosłemu”. A nam – rodzicom – dawał szansę posiedzieć i trochę odpocząć nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.

4. Dobrze się spakuj

W naszych plecakach mamy zazwyczaj dwie butelki wody (dużą dla nas i małą dla chłopaków), coś do przegryzienia na szybko, mokre i suche chusteczki i najczęściej aparat. Jeśli pogoda nie dopisuje muszą tam też czasem wejść bluzy czy kurtki przeciwdeszczowe.

Z doświadczenia wiem, że przy zwiedzaniu plecak musi być zapakowany tak, żeby w razie czego pomieścić jeszcze dodatkowe pamiątki (kupione lub znalezione), warto też zawsze mieć jakiś woreczek foliowy czy reklamówkę – może posłużyć do włożenia mokrych majtek po kąpieli w fontannie, śmieci kiedy długo nie można znaleźć kosza, niedojedzonej bułki, albo posłużyć, ze „psi pakiet” kiedy w okolicy nie można znaleźć toalety, a kupa nie chce już dłużej czekać… Naprawdę warto mieć coś takiego przy sobie.

Nie liczyłabym też na to, że obiecanki dzieci, co do tego, że będą nieść to, co wzięły ze sobą, zawsze się sprawdzą. I chociaż święcie wierzę, że obiecując dzieci mają naprawdę najszczersze intencje dotrzymać słowa, to jednak czasem je to przerasta i jedyne, co można zrobić to po prostu wziąć tego pluszaka do własnego plecaka. I na to też warto być gotowym.

5. Daj dzieciom zadanie

Nie wszystko co interesuje nas, będzie interesowało nasze dzieci. Czasami warto więc przy zwiedzaniu, poza oglądaniem dodać jakieś ciekawe zajęcie. Na szczęście coraz więcej miast oferuje małym turystom takie pakiety zadań. O Białymstoku pisałam już tutaj. Ciekawą książeczkę ma też do zaoferowania Bydgoszcz – Szyfr Twardowskiego można kupić w Centrum Informacji Turystycznej lub wydrukować z internetu. Jednak z takimi inicjatywami też trzeba uważać – we Wrocławiu kupiliśmy mapę która miała nam pomagać szukać krasnoludków, ale szczerze mówiąc – nie polecam. Mapa słabo oznaczona, kilka razy błądziliśmy, bo wybrany przez nas krasnoludek był np. na ulicy obok. Ciężko też się nią manewrowało. Widać, że raczej nie była to przemyślana produkcja. W Krakowie jeśli interesuje was Galeria w Sukiennicach warto sobie wydrukować karty z zadaniami „Konik Muzealny”, warto też zajrzeć na stronę „Trasa dla Bobasa” znajdziecie tam m.in. spacery szlakiem Tadeusza Kościuszki i Stanisława Wyspiańskiego zaprojektowane specjalnie z myślą o dzieciach.

Warto też sięgnąć po „Niezbędnik Poszukiwacza Przygód”. To seria przewodników dla dzieci, w których podczas zwiedzania trzeba wypełnić jakąś misję. My w tym roku w Krakowie dołączyliśmy do Drużyny Smoka i razem z 14 jej przedstawicielami ratowaliśmy Kraków przed Czortem. Zabawa naprawdę była świetna, chłopakom podobało się strasznie i na pewno sięgniemy też po inne przewodniki z tej serii. Czemu? Bo poza wciągającą i fascynującą dla dzieci fabułą, poznaliśmy wiele ciekawych miejsc, legend i faktów na temat Krakowa. Długość trasy, ilość i różnorodność zadań pozwoliła nam przejść po najpopularniejszych zabytkach miasta. Niektóre z zadań wymagały od nas chodzenia po ulicy i zbierania danych, inne pozwalały usiąść i odpocząć – a kiedy chłopaki rozwiązywali szyfry, my mogliśmy podziwiać architekturę lub robić zdjęcia. Kiedy trasa wymagała dłuższego spaceru, dostawialiśmy dodatkowe zadania, ot tak, żeby się nam nie nudziło. A to Czort zaczarował zwierzęta na kamienicach i musieliśmy ich szukać i odczarowywać, a to było zagrożenie, że czai się gdzieś w studzience i trzeba było uważać na to, gdzie się staje na chodniku, innym razem widziano go jako czarnego psa i tego też musieliśmy wypatrywać, żeby przypadkiem nie pomieszał nam planów. Jednym słowem – świetna zabawa, szczerze polecam (obecnie dostępne są 4 miasta – Warszawa, Kraków, Wrocław i Gdańsk).

niezbędznik poszukiwacza przygód, przewodniki dla dzieci, kraków, zwiedzanie z dziećmi

 

niezbędznik poszukiwacza przygód, przewodniki dla dzieci, kraków, zwiedzanie z dziećmi

niezbędznik poszukiwacza przygód, przewodniki dla dzieci, kraków, zwiedzanie z dziećmi
A tu Misiek sprawdza czy żaden wysłannik Czorta nie podgląda co robimy, kiedy Klusek rozszyfrowuje jakiś bardziej skomplikowany szyfr, a my z pijemy sobie spojojne kawę :)

niezbędznik poszukiwacza przygód, przewodniki dla dzieci, kraków, zwiedzanie z dziećmi

Ale nawet jeśli nie mamy dodatkowych pomocy, warto dzieciom od czasu do czasu wyznaczyć jakąś tajną misję. Niech liczą czerwone dachy, unikają studzienek na chodniku, szukają konkretnego numeru domu, czy podskakują za każdym razem gdy zobaczą kogoś w oknie… Możliwości jest wiele, wystarczy trochę wyobraźni. A dzięki temu czas mija szybciej i weselej kiedy trzeba przejść z jednego punktu wyprawy do drugiego.

A jakie są Wasze sposoby na podróżowanie z dziećmi? W ogóle podróżujecie? Czy może jednak czekacie „aż dzieci będą starsze”?

Pamiętaj, że ja w ten artykuł włożyłam czas i pracę. Jeśli więc Ci się podoba i uważasz, że może się przydać komuś z Twoich znajomych – udostępnij go dalej. Takie udostępnienia i komentarze, to dla mnie znak, że moja praca nie idzie na marne.

Jeśli masz do mnie jakieś konkretne pytanie, pisz pod wpisem lub na maila nasze.kluski@o2.pl Pomogę, na ile będę umiała.

A jeśli jesteś na blogu po raz pierwszy – serdecznie zapraszam do zapoznania się z zakładką „Od czego zacząć czytanie bloga?”