Wysoko Wrażliwa Mama

Z terminem WWO (Wysoko Wrażliwa Osoba, z ang. Highly Sensitive Person) spotkałam się stosunkowo niedawno. Jeszcze później zdecydowałam się w ogóle przystanąć nad nim i sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi. I bardzo dobrze, że to zrobiłam. Kiedy zaczęłam czytać o tym, czym jest wysoka wrażliwość wiele małych elementów z mojego codziennego życia zaczęło się układać w całość. Więc chociaż nie jestem psychologiem, ani specjalistą w tej dziedzinie, postanowiłam się z Wami podzielić tym, czego dowiedziałam się o sobie, od kiedy w moim słowniku pojawił się termin WWO. Może moje wnioski pomogą komuś jeszcze.

Zacznijmy od definicji

Kim są osoby wysoko wrażliwe? W skrócie – to osoby, które wykazują nadwrażliwość na bodźce zewnętrzne, głębsze przetwarzanie rzeczywistości na poziomie poznawczym i silniejsze reakcje emocjonalne. Według jednej z teorii spowodowane jest to budową centralnego  układu nerwowego. I co ciekawe – WWO mogą stanowić nawet 15-20 % społeczeństwa, tylko nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że jest w tej grupie. [Źródło]

O co konkretnie chodzi?

Reakcje wynikające z bycia WWO mogą być różne, zależnie od osoby, przykłady znajdziecie np. tutaj – Charaktery: 9 zachowań wysoko wrażliwych osób. Ale ponieważ ja tutaj chciałam się podzielić własnymi doświadczeniami, opiszę te, po których ja poznałam, że należę do tej grupy:

1) Nie jestem w stanie dobrze funkcjonować w dużym mieście – przekonałam się o tym mieszkając w Dublinie i odkrywam to na nowo, przy każdej wizycie w Warszawie lub choćby nawet w zatłoczonym centrum handlowym. Nadmiar ludzi, hałas, zapachy, przepychanie się, przypadkowe potrącenia… To wszystko wywołuje we mnie, zależnie od mojego ogólnego samopoczucia i długości przebywania w takim miejscu – rozdrażnienie, frustrację, a nawet i całkiem nieracjonalną złość na tych wszystkich ludzi i cały ten świat. Szybko robi mi się gorąco (latem i w centrach handlowych) lub zimno (zimą na ulicy). Jeśli w dodatku mam w takich warunkach coś załatwić, albo przynajmniej upilnować dwa małe, latające i wszystkiego ciekawe potworki, najmniejszy nawet wstrząs może spowodować wybuch.

Długo wydawało mi się dziwne, że ludzie są w stanie normalnie żyć i funkcjonować w takich warunkach. Potem myślałam, że to może kwestia przyzwyczajenia, ale nie – z każdym miesiącem życia w stolicy Irlandii (która nie oszukujmy się, nie jest jakoś szczególnie przeludnionym miastem jak na stolicę), wszystko to męczyło mnie coraz bardziej. Teraz już wiem – to mój układ nerwowy.

2) Mogę słuchać tylko jednej rzeczy na raz. O ile w innych dziedzinach życia jestem zdolna do multitaskingu, o tyle jeśli chodzi o słuchanie – więcej niż jedno źródło dźwięku zawsze było dla mnie trudne do wytrzymania. Nie przeszkadza mi aż tak bardzo duże natężenie dźwięku, ale duża ilość źródeł. Odkąd pamiętam – mogłam słuchać wieży rozkręconej na maksa (Twoja generacja :) ), ale jeśli ktoś zaczynał do mnie wtedy mówić, automatycznie robiłam się zła. I to wcale nie dlatego, że nie chciałam, żeby mi przeszkadzał w słuchaniu muzyki, tylko raczej dlatego, że mimo woli starałam się skupić na obu źródłach dźwięku, a to że nie jestem w stanie – powodowało we mnie frustrację. Do tej pory pamiętam jak mój wtedy-jeszcze-nie-mąż grał namiętnie w GTA. To połączenie dźwięków opon, silników i radia, które grało w tych samochodach po piętnastu minutach powodowało u mnie ból głowy. Myślę, że z tego samego powodu mam problemy ze słuchaniem progresywnego rocka. Mój mąż namiętnie słucha Pink Floyd – mi większość ich kawałków po prostu „jeździ po mózgu” chociaż przy krótkim kontakcie, jestem w stanie docenić pewne ich walory.

hsp, highly sensitive person, wysoko wrażliwa osoba, wwo

W związku z tym moje największe codzienne wyzwania, to nie zdenerwować się kiedy moje dzieci zadają mi jednocześnie milion pytań (każdy swoje), a mąż w tym czasie opowiada, o kolejnym świetnym pomyśle na remont kuchni. Albo kiedy podczas lekcji dziesięć małych buziek zadaje mi po raz dziesiąty jedno i to samo pytanie, chociaż ja akurat staram się wyjaśnić na czym konkretnie polega to zadanie.

3) Szybko i bez większego wysiłku widzę, a często nawet zaczynam współodczuwać, emocje innych osób. Nie zależnie od tego, czy to moje dziecko, uczeń, przyjaciel czy bohater fikcyjny. Ma to swoje plusy – np. w pracy nauczyciela – od razu widzę, czy uczeń rozumie co tłumaczę, czy nie. Jestem w stanie ocenić to praktycznie ze 100% pewnością i jeszcze do niedawna byłam przekonana, że wszyscy tak mają. Dopiero niedawno, po kilku szkoleniach i ewaluacjach przeprowadzanych przeze mnie lekcji, kilka osób przekonały mnie, że tak nie jest, że wielu nauczycieli ma z tym problem.  Na pierwszy rzut oka widzę, czy moje dziecko rozumie, co do niego mówię. Jestem w stanie wyczuć czy ktoś jest smutny, zdenerwowany, zły czy wręcz przeciwnie. Nie analizuję tego jakoś logicznie – po protu patrzę na osobę i wiem.

Ale taka sytuacja ma też wiele minusów: pamiętam jak przeżywałam pierwszą część „Piły”, bo każdą decyzję bohaterów poprzedzały moje własne, głęboko przeżywane rozterki – co ja bym zrobiła w takiej sytuacji. To był chyba film, który ostatecznie zakończył moje dość krótkie, zainteresowanie horrorami.

wysoko wrażliwa osoba, highly sensitive person

W dodatku przejmowanie cudzych emocji też często przynosi więcej szkód niż pożytków. Z jakichś powodów łatwiej na co dzień spotykać ludzi rozdrażnionych, smutnych, złych, zdenerwowanych niż tych radośnie patrzących na życie. Dlatego też często wolę izolować się od ludzi, nie wchodzić w zbyt bliski kontakt, trzymać na dystans. Z jakichś powodów trudno mi oddzielić ich uczucia od swoich. Jeśli ktoś inny czuje dyskomfort w mojej obecności, ja też zaczynam go odczuwać – nawiązywanie znajomości jest często dla mnie trudne. Jeśli uczeń czuje się niepewnie, bo nie zrozumiał czegoś za pierwszym razem – ja czuję się niepewnie w dalszych tłumaczeniach. Złość męża powoduje, że ja jestem zła – kłótnia gotowa. Zdenerwowane dzieci powodują, że ja jestem zdenerwowana – awantura wisi w powietrzu, itd.

4) Rozpraszają mnie rzeczy, które dla innych są niezauważalne. Migająca dioda w ładującym się telefonie nie pozwala mi spać. To samo ze stukaniem klawiatury (najpierw brat, który siedział do późnej nocy przy komputerze, teraz mąż). Rozpraszam się najcichszą nawet muzyką, zapalonym światłem w innym pokoju… Jeśli mam zrobić coś, co wymaga myślenia – lodówka chodzi za głośno, a nawet komputer (którego prawie nie słychać)… Ludzi którzy do mnie coś mówią, kiedy próbuję coś przemyśleć lub napisać, jestem gotowa rozszarpać… Jest mi albo za zimno, albo za gorąco… Przeszkadzają mi słodkie perfumy, chemiczne zapachy… Jeśli jestem głodna, szybko zaczyna mnie boleć głowa, a każdy dodatkowy bodziec wywołuje chęć ataku na niewidzialnego nawet wroga… Trudno mi się więc skupić, a brak skupienia i napływające zewsząd bodźce powoduję rozdrażnienie.

Często, kiedy już to wszystko daje mi się porządnie we znaki mam ochotę zwinąć się w kulkę, w jakimś ciemnym i cichym miejscu, bez migających światełek, bez bzyczenia komputera, bez krzyku dzieci, po prostu bez niczego… Gaszę światło w łazience, zatykam uszy, zamykam oczy i czekam aż przestanę się trząść.

 

To pewnie nie wszystko

Prawdopodobnie wiele innych aspektów mojego życia ma związek z WWO. Trudno mi powiedzieć, czy cieszę się z tego, czy nie. Ba, na 100% nie jestem wcale pewna, że to „mam”, nikt mnie przecież nie zdiagnozował. Jednak świadomość tego, że coś takiego istnieje, że na świcie są zarówno ludzie, którzy odczuwają podobnie do mnie i tacy, którzy odczuwają niektóre rzeczy całkiem inaczej, pozwoliła mi spojrzeć na siebie z innej strony. Nauczyła mnie też, że są rzeczy, które mogę zrobić, żeby żyło mi się łatwiej, i żeby ze mną żyło się łatwiej. Sposoby, na to jak być mamą WWO i nie zwariować znajdziecie tutaj. 

W międzyczasie chętnie się dowiem, czy wśród Was są osoby, które mają podobnie? Jak sobie z tym radzicie? I czy słyszeliście wcześniej o czymś takim jak WWO (HSP)?

 

  • Pierwsze słysze o takim pojęciu :) Na szczęście mam podzielna uwage, ale faktycznie czasem drobne rzeczy mnie rozpraszaja :)

    • Myślę, że mało osób o nim słyszało, dlatego postanowiłam poruszyć ten temat :) A jeśli chodzi o podzielność uwagi, to tak z mojej perspektywy patrząc, ja mam też bardzo podzielną uwagę, problem polega własnie na tym, że ciężko mi tę uwagę ograniczyć tylko do wybranych aspektów rzeczywistości. Niezależnie od tego nad czym akurat próbuję się skupić, dobrze wiem co się dzieje w całym mieszkaniu – w co się bawią Kluski, z kim i o czym przez telefon w drugim pokoju rozmawia mój mąż, na jakim etapie jest akurat pralka i kiedy trzeba będzie wyjąć z niej pranie… Mam problem z wyłączeniem takiego trybu, więc przy dużej ilości bodźców moja uwaga przeżywa katusze, bo próbuje się skupić na wszystkim i ponosi sromotną klęskę, więc popada we frustrację 😉

  • Ojej poza współdzieleniem uczuć, chyba mamy to samo O_O nawet o tym nie wiedziałam, ale czułam się, jakbym czytała o sobie! Wyobraź więc sobie jakie katusze przeżywam w pracy, gdy jednocześnie w biurze potrafi być 10 kierowców + magazynowi + gada współpracownik + dzwoni telefon + chodzą jednocześnie dwie drukarki z czego jedna to fakturówka, która kwiczy, jak zarzynana świnia… to jest ten moment, w którym gryzę się w język, by nie zawołać „ku**a zaraz!”, gdy jeszcze jedna osoba się odzywa i coś chce 😛

    • Oj chyba jestem w stanie sobie to wyobrazić. Scena rzeczywiście jak z horroru:)

  • Edyta

    Bardzo interesujący wpis 😉 Dużo cennych informacji 😀 Dziękuje <3

  • Ja slyszalam o tym pojeciu pierwszy raz pare lat temu…tez wydaje mi sie, ze mam cos takiego. Duzo osob traktuje wrazliwosc jako zalete, ale jesli jest ona tak nasilona moze czasem stanowic problem. Warto jednak zaakceptowac ta czesc siebie i po prostu nauczyc sie z nia funkcjonowac. Bardzo wartosciowy wpis!

    • Dziękuję za komentarz. Wydaje mi się, że zarówno bycie bardzo wrażliwym jak i mało wrażliwym może utrudniać życie w pewnych momentach. A że nikt z nas nie ma pewnie idealnej proporcji wrażliwości, trzeba się po prostu nauczyć żyć z tym co się ma :) Pozdrawiam

  • Joanna Baranowska

    Super!!! Ja kiedyś mówiłam o wysoko wrażliwych mamach wrażliwych dzieci – masakra… muszę do tego wrócić :)

    • Aleksandra Jurkowska

      Takie zestawienie to dopiero musi być coś.