Do cioć i wujków, którzy zawsze wiedzą lepiej

Święta za pasem. Czas spotkań rodzinnych, miłości i pokoju oraz wzajemnego przenikania się modelów wychowawczych. I o ile nie chcę twierdzić, że mój model jest jedynym słusznym, o tyle przy Świętach zawsze powtarzają się sytuacje, które wywołują we mnie wewnętrzny sprzeciw. W związku z tym, w tym roku chciałam przedstawić taki oto

Świąteczny Apel do cioć i wujków, którzy zawsze wiedzą lepiej

  1. Dziecko ma prawo samo decydować kogo chce przytulić czy pocałować. Nie zmuszaj go do tego na siłę. Nie szantażuj słodyczami, prezentami ani emocjonalnie (Nie chcesz mnie przytulić? Będę płakać! Nie będę cię lubić. Itd.) Nie wyśmiewaj (Oj, ale się wstydzi! Taki duży chłopiec a jeszcze nie umie…). Nieśmiałość czy strach przed osobami, których się prawie nie zna lub zna słabo jest naturalną i zdrową reakcją. Chcesz, żeby dziecko okazało Ci sympatię? Daj mu szansę poczuć ją samodzielnie. Zaprzyjaźnij się z nim, a nie zmuszaj do przytulania.

  2. Dziecko ma prawo być smutne, płakać czy krzyczeć. W Święta wiele się dzieje, nie wszystkie dzieci dobrze znoszą zmiany, hałas, tłumy. To nie jest powód żeby się z nich wyśmiewać (Taki duży chłopiec i płacze!), zawstydzać (Wstyd! Taki duży i taka beksa!) czy przezywać (Beksa lala!). Dziecko, jak każdy, chce być częścią grupy. To że przestanie płakać, bo ktoś będzie się z niego wyśmiewać, nie znaczy, że przestanie być przestraszone czy smutne.

  3. Daj nam czas. Jeśli moje dziecko płacze, a ja już z nim rozmawiam, nie staraj się odwracać na siłę jego uwagi, zajmować go czymś innym, obiecywać mu cukierków czy ciastek. Wiem, że robisz to w dobrej wierze, ale tak naprawdę nie pomagasz, ani mi, ani dziecku. Rozdrażnione dziecko naprawdę nie potrzebuje więcej bodźców, potrzebuje spokoju i zrozumienia. Jeśli zamiast tego, słyszy piętnaście różnych propozycji co do tego, co ma zrobić, albo co dostanie, albo czemu powinien się wstydzić, to nie pomaga mu to zebrać myśli, ani poczuć się bezpiecznie. Ja wiem, że każdy ma jakiś swój sposób na obchodzenie się z płaczącym dzieckiem. Nie mówię, że mój jest lepszy niż Twój, ale wszystkie razem na pewno nie zadziałają. Daj mi szansę.

  4. Moje dziecko nie jest niegrzeczne! Żadne dziecko nie jest niegrzeczne. Nie chcę, żebyś tak o nim mówił. Dziecko może być zdenerwowane nową sytuacją. Może nie wiedzieć jak ma się zachować, żeby osiągnąć to czego chce. Może nie rozumieć czego się od niego oczekuje. Może nie radzić sobie z emocjami. Może po prostu nie być jeszcze w stanie dopasować się do danej sytuacji czy Twoich wymagań. Ale na pewno nie jest niegrzeczne! Jeśli chcesz pomóc – zamiast go oceniać, zastanów się czego chce i wytłumacz mu jak może to osiągnąć w „pokojowy” sposób, wytłumacz mu sytuację, powiedz mi, że nie życzysz sobie takiego zachowania. Ale nie mów dziecku, że jest niegrzeczne.

  5. Nie strasz! Ani tym, że ktoś je zabierze, ani tym, że Mikołaj nie przyjdzie, ani tym, że z kąta wyjdzie zaraz wielki pająk. Jeśli chcesz, żeby moje dziecko przestało coś robić, zwyczajnie mu to powiedz – „Nie chcę, żebyś tam wchodził, bo tam są rzeczy nie dla dzieci.” Jeśli nie słucha, powiedz mi, żebym się tym zajęła. Nie obrażę się, każdy ma prawo czegoś nie chcieć albo czuć się niekomfortowo, kiedy za plecami biegają mu dzieci. Naprawdę nie trzeba straszyć Panem czy Babą Jagą, są bardziej racjonalne metody.

  6. Nie wyśmiewaj! To że trzylatek chce cycka, to nie wstyd. To, że dwulatek ma gdzieś nocniki i sika w pieluchę, to nie wstyd. To że dziecko nie umie mówić „r” to nie wstyd. To, że płacze – to nie wstyd. Że chłopiec chce się bawić lalką, to też nie wstyd. Tak samo jak Ty, dziecko nie lubi być wyśmiewane, przezywane, ośmieszane. Mózg ludzki najlepiej uczy się tam, gdzie czuje się bezpiecznie. A chyba nikt nie czuje się bezpiecznie, kiedy się z niego wyśmiewają. Twoje uwagi nie pomogą więc dziecku nauczyć się nowych umiejętności, mogą za to podkopać jego pewność siebie.

  7. Nie kwestionuj moich zasad przy dziecku! Wydaje Ci się, że ograniczanie słodyczy, to zamach na szczęśliwe dzieciństwo i starasz się uratować chociaż jego resztki dla mojego dziecka? Ja mówię – to ostatni batonik, a jak tylko się odwracam, Ty z kieszeni wyjmujesz następny i mówisz „Masz, jedz! Mama nie widzi! No masz!” Ja mówię – wystarczy już bajek na razie, a Ty włączasz kolejną? Ja mówię, że już wychodzimy, a Ty zagadujesz dziecko „Ładnie się bawisz! Chcesz jeszcze zostać? Zostań! Pobaw się. Zobacz co tu mam!” Być może uważasz, że w ten sposób bronisz ostatnich bastionów dzieciństwa przed tyranem mamą. Ale tak naprawdę stawiasz dziecko przed bardzo trudnym wyborem. Dziecko chce być posłuszne, ale chce też kolejny batonik. I niezależnie od tego, którą opcję wybierze – nie będzie w pełni zadowolone. Jeśli weźmie batonik – nie posłucha mamy, a tego tak naprawdę nie chce. Jeśli nie weźmie – nie dostanie słodycza, a tego też tak naprawdę nie chce. Z takich sytuacji nie ma dobrego wyjścia.

    Poza tym – zwróć uwagę – nakłaniasz go do nieposłuszeństwa. A za pięć minut będziesz oczekiwać, że na prośbę mamy przestanie ściągać z półki Twoje cenne pamiątki rodzinne, albo krzyczeć ci do ucha. A jeśli nie posłucha – powiesz, że jest niegrzeczne, prawda?

  8. Nie oczekuj cudów! Dzieci krzyczą, hałasują, domagają się uwagi, płaczą, denerwują się, biegają, są zainteresowane wszystkim wokół, wszystkiego chciałyby dotknąć. Czasem potrzebują czasu, żeby oswoić się z nową sytuacją, czasem w ogóle nie potrafią się w niej odnaleźć. Jeśli oczekujesz, że dziecko będzie cały wieczór grzecznie i w ciszy siedzieć za stołem, to już teraz mogę Ci powiedzieć, że mocno się zawiedziesz. Jeśli oczekujesz, że dziecko będzie szczęśliwe i radosne, tylko dlatego, że są Święta, że zje grzecznie barszczyk nie zalewając nowego ubranka, i spokojnie poczeka na Mikołaja nie zastanawiając się jak ściągnąć z póki twoje rodzinne kryształy – najpewniej się rozczarujesz. Jeśli myślisz, że jak tylko dziecko rozpakuje prezenty, zajmie się radośnie swoimi nowymi zabawkami i już do końca wieczoru będzie ziać miłością, radością i spokojem w akcie dziękczynienia – sam kierujesz się prosto w paszczę frustracji.

Wiem że to dużo. Ale ja ze swojej strony obiecuję, że zrobię to samo. Myślę, że w ten sposób łatwiej nam będzie spędzić te Święta w miłej atmosferze i w szacunku do naszych dzieci, siebie nawzajem i przecież tak różnych stosowanych przez nas metod wychowawczych.

I naprawdę nie chodzi o to, żebyś bał/a się droga ciociu czy drogi wujku, odezwać się do mojego dziecka. Po prostu chciałabym, żebyś traktował/a je tak jak sama chciał(a)byś być traktowana/y. I tyle.

Jeśli się zgadzasz – udostępnij. Będę bardzo wdzięczna.

Dopiszesz coś jeszcze do mojego apelu? Czy może uważasz, że przesadzam i moje postulaty są bez sensu? Chętnie się dowiem – daj znać w komentarzu.

114 thoughts on “Do cioć i wujków, którzy zawsze wiedzą lepiej

  1. Zawarłaś w tym tekście chyba wszystko co potrzebne! Mam nadzieję, ze choć jedna babcia, ciocia odpuści….
    Może bym dodała, by nie robic z dzieci cyrkowców, tresowanej małpki – „a zaśpiewasz kolęde? powiesz wierszyk?”, „nie umiesz?”…..wwwwwwwwww

  2. Zgadzam się z Wami obiema! Niestety, moja teściowa stosuje większość z wyżej wymienionych, można by o godzinie z nią napisać książkę o szantażu emocjonalnym. Młody nie chce się z nią bawić (a co dopiero całować!! a ona tego żąda!!), bo śmierdzi fajami jak zepsuty parowóz…

    1. Współczuję. Muszę przyznać, że nie do końca też rozumiem tą potrzebę wymuszania całowania i przytulania. Co to za przyjemność jak zniechęcone dziecko ostatecznie w końcu na sekundę się przytuli i zaraz ucieka?

    2. Pewnego pięknego dnia odpowie „Nie pocałuję cię babciu, bo potwornie śmierdzisz”.. i może wtedy coś w głowie tej kobiety się zmieni:)

      1. Której kobiety? Mnie? Czy babci? Jeśli chodzi o babcię, to się nie wypowiem, natomiast jeśli chodzi o mnie, to poza tym, że staram się żeby uczucia mojego dziecka były szanowane, uczyć też moje dzieci, że inni też mają uczucia, którym należy się szacunek. Pozdrawiam

  3. Że też sama nie wpadłam na napisanie takiego posta! Miałabym całą litanię…

    Moja litania zaczynałaby się tym, że jak ktoś nie chce żeby moje dzieci przeszkadzały jego dziecku leżącego w gondoli na podłodze, to niech położy je wyżej i przyjmie do wiadomości, że kilkuletnie dzieci nie będą cicho jak myszki tylko dlatego, że ktoś im pod nos podstawił śpiące niemowlę. Takie życie.

    Później nastąpiłoby milion dwieście punktów obrazujących brak zrozumienia dla dzieci i obalania autorytetu rodzica…

    A zakończyłabym tym, że jak mówię NIE napychaniu moich dzieci jedzeniem czy kupowaniu im niebezpiecznych zabawek, to znaczy NIE. Tymczasem ja mówię NIE, a oni udają głuchych i oczekują, że ja natychmiastowo oślepnę. Grrr…

  4. Piękny tekst!
    Ja ostatnio miałam starcie z mężem, który zakwestionował to, co powiedziałam. Musiałam mu potem wyjaśnić, że my trzymamy się razem, że tak się nie robi i że, jeśli będzie miał coś do powiedzenia, to niech powie to mi, a nie neguje moich decyzji przy córce. Tym bardziej, że ja spędzam z nią więcej czasu i nie mogę pozwolić, żeby weszła mi na glowy. Wiec nie tylko do cioć i wujków 😉

      1. Mnie babcia i przyszywany dziadek. Nienawidzę tego. Mam już 22 lata i dalej mam ochotę uciekać. Ale od tego się nie ucieknie. Bo trzeba. Najbardziej mi szkoda siostrzeńców 😉

  5. Świetna lista, będę drukować. Od siebie dodam, że maluszki mają prawo same jeść i przy okazji bałaganić 😉

  6. W zasadzie świetny tekst, ale tak się zastanawiam i nie mogę nie zapytać: czy Twoim/Waszym zdaniem jest jednak coś co dziecko MUSI? Czy jesteśmy w stanie postawić jakieś granice dziecku w zależności od Jego wieku?

    1. Moim zdaniem dziecko musi się uczyć szanować granice własne i innych. I to tak naprawdę jest proces. Trzeba w tym brać też pod uwagę, że nie na każdym etapie rozwoju każde granice dziecko będzie w stanie zrozumieć i wypełnić. Tak jak od niemowlaka nie można oczekiwać, że grzecznie poczeka z jedzeniem, aż mama znajdzie się w domu poza okiem wszystkich tych, którym karmienie piersią może przeszkadzać. A od czterolatka nie można oczekiwać, że nie będzie płakał kiedy coś nie pójdzie po jego myśli. Ale to nie znaczy, że dziecku trzeba na wszystko pozwalać tylko dlatego, żeby nie płakało. Mimo wszystko przy świątecznym stole jestem za możliwie dużym ograniczeniem tych rzeczy, które mogą powodować konflikty z dzieckiem. Bo o ile możemy się uprzeć i nie dać dziecku tego czego ono chce, albo trzymać je przez całą Wigilię za ręce na kolanach – to nie sprzyja to radosnej i rodzinnej świątecznej atmosferze. Nie wiem czy do końca wyrażam się jasno, ale zaznaczyć, że rozłożyła mnie jakaś choroba i nie do końca jasno myślę. A antybiotyk dopiero zaczyna chyba działać. Tak czy siak – oczywiście nie uważam, że dziecko musi mieć wszystko i robić wszystko czego sobie zapragnie. Pozdrawiam :)

  7. Wszystko powyżej jak najbardziej się zgadza.
    Jako ciocia zwracam też rodzicom uwagę na to, aby szanowali przestrzeń gospodarza i wyznaczali dzieciom granice.
    Przy ostatniej wizycie znajomych, ich dzieci pobrudziły mi ściany (świeżo malowane), a rodzice w żaden sposób nie zareagowali, ani dziecko nie usłyszało, że źle zrobiło, ani ja nie usłyszałam przepraszam. Ich ojciec sugerował wręcz, że próba wyczyszczenia jest bez sensu, bo przy następnej wizycie to się powtórzy.
    Jestem lekko poirytowana tym faktem i odbieram jako brak poszanowania mojej własności. O ile mam wyrozumiałość dla dzieci, bo to tylko dzieci i mogą im się zdarzyć wypadki, podejścia rodziców nie rozumiem.
    To taka sugestia z drugiej strony medalu.

    1. Wychowanie bezstresowe (jak w przypadku Pani gości), a rodzicielstwo bliskości (do którego odnosi się artykuł), to dwie odmienne kategorie, a nie druga strona medalu.

      1. Kochani jestem babcią i zarazem teściową ,mam 8 letniego wnuka ale też mam 8 letnią córkę.Powiem krótko /oczywiście nie dotyczy to wszystkich,/najpierw trzeba wychować rodziców a dopiero dzieci.

    2. Podobna lista przydałaby się rodzicom małych dzieci, którzy goszczą się u swojej rodziny:

      1. Ty i twoje dziecko uszanuj zasady domu, w którym jesteście – nie brudź niczego trwale, jeśli wiesz, że jedzenie wyleci na obrus, szklanka może się zbić albo dziecko będzie kleić telewizor, porysuje ściany, matko polko przewiduj i nie zmuszaj gospodarza, żeby się martwił czy po Twojej wizycie mieszkanie będzie miał do remontu.

      Jako rodzina bez żadnych wyrzutów sumienia trwałe uszkodzenia usuwałabym z pieniędzy rodziców dziecka. Ono nie jest winne, ani niegrzeczne, to brak szacunku ze strony jego rodziców do gospodarzy i to ich wina, że nie upilnowali malucha.

      2. Jesteście gośćmi jednymi z wielu – uszanujcie to, że nie jesteście gwiazdami i cała rodzina nie będzie się Wam podporządkowywać, co dać do jedzenia, gdzie ukryć słodycze, cenne sprzęty czy o której godzinie podać obiad, przed czy po drzemce dziecka.

      3. Jeśli dziecko cały dzień ma płakać, bo ząbki, bo coś boli, bo niewyspane, bo wysypka swędzi – zrezygnujcie z wizyty dla swojego dobra i całej rodziny.

      4. Bądźcie konsekwentni – nie udawajcie, że i Wam nie zdarza się pozwolić na coś więcej dziecku, a na spotkaniu rodzinnym nadskakująca babcia i dziadek to całe zło.

      5. Znajcie swoją rolę – to wy jesteście rodzicami, jeśli decydujecie się na wyjście z dzieckiem opiekujcie się nim na 100% jeśli opieka rodziny Wam przeszkadza, bo wyznaczają dziecku inne granice albo w waszych oczach je rozpieszczają. Wasze dziecko do Was należy opieka.

      6. Nie bierzcie na śmiertelnie poważnie każdej uwagi swojej rodziny – nikt nie chce Wam narzucić swojego zdania, po prostu każdy ma prawo się wypowiedzieć.

      7. Miejcie w sobie pokorę – Wasi rodzice wychowali dzieci i jakoś krzywdy im nie zrobili, babcie i dziadkowie też. Wy zaczynacie, nie zachowujcie się jakbyście zjedli wszystkie rozumy. Zobaczymy kto z Was będzie idealną babcią za 20-30 lat. Trendy w wychowywaniu dzieci się zmienią i Wasze dzisiejsze „mądrości” będą nieaktualne.

      Ogólnie wyluzujcie – trzy dni świąt u małego dziecka, dwa ciastka w roku, przechodzenie z rąk do rąk i drzemka przesunięta o 30 minut nie zniszczą mu dzieciństwa i nie stworzą traumy na całe życie. Jedyne co zapamiętają to prezenty od św. Mikołaja :)

      1. Zgadzam się z wpisem „krewnej”. Oczywiście lista do cioć i wujków, też jest warta uwagi. Ale mam chyba nieco inne podejście.

      2. Bardziej zgadzam się z twoja listą – mam dziecko – na całe szczęście całkiem grzeczne ona jest niemalże idealna! – co do zasady całowania, przytulania to wiadomo nie od wczoraj że jeżeli dziecko nie chce się przytulać to niech tego nie robi – u mnie w rodzinie nikt nie zmusza… ale co do prawa dziecka do wrzeszczenia i wymuszania płaczem, to myślę że te dzieci są niegrzeczne, bo rodzice ich odpowiednio nie wychowali, jeżeli rodzice na dodatek przy zwracaniu uwagi ich dziecku zamiast przeprosić za dziecko, mają pretęsje, to sami też są źle wychowani i na dodatek chamscy i święte krowy… — oczywiście trzeba mieć dystans ale lepiej jak wszyscy go mają

        1. Dzieci ( i ludzie w ogóle) są po prostu ekonomiczni. Jeśli coś działa, to to stosują. To że dziecko nie wie jak może inaczej niż krzykiem osiągnąć to czego chce, to nie znaczy, że dziecko jest niegrzeczne, tylko, że albo rodzice go nie nauczyli (czy to wina dziecka?), albo jest jeszcze w fazie nauki i zdarzają mu się potknięcia (czy to powód, żeby mu wymyślać od niegrzecznych?), albo ewentualnie ma jakieś zaburzenia (ale to tym bardziej nie jego wina).

          1. Moja czasem wpada w ryk, gdy do niej dotrze, że coś jest niemożliwe. No i co mam zrobić, kiedy ona płacze z rozpaczy? Ktoś obok mógłby powiedzieć, że nie umiem wychować dziecka, które płacze, bo do niego dotarło, że nie zabraliśmy jej misia i nie możemy się po niego wrócić, bo jesteśmy w innym mieście. Powinno siedzieć cicho i się nie mazać, jasne. No helou.

          2. Z mojej perspektywy taka sytuacja to jest etap nauki. Z emocjami niestety tak jest, że rodzice nie są w stanie nauczyć wszystkiego. Dzieci muszą po prostu przeżyć ileś tam sytuacji związanych z żalem, smutkiem, rozczarowaniem, żeby pewne rzeczy zrozumieć. Ani wina dziecka, ani rodziców, więc nie do końca wiem skąd ten „helou” na końcu?

          3. Co do tego, że dziecko nie umie reagować inaczej nież krzykiem, to jest to wina rodziców. Czy jest to niegrzeczne, zależy od definicji „grzeczności” z witryny PWN można się dowiedzieć, że:

            „grzeczność
            1. «sposób zachowania świadczący o dobrym wychowaniu; też: posłuszne i spokojne zachowanie się dziecka»
            2. «bezinteresowna przysługa»”

            Tak więc wnioskując, co do punktu 1, krzyk dziecka nie sugeruje dobrego wychowania, bo dziecko jest w fazie wychowania lub rodzice zlewają ten punkt 1, ale tak czy inaczej, to jest niegrzeczne!!! Kiedy dziecko jest małe, a rodzice jeszcze nie nauczyli go w pewnych sytuacjach regować grzecznie, to jest to wina rodzica, że jego dziecko jest niegrzeczne, w takiej sytuacji rodzic nie powinien się oburzać tylko przeprosić samemu za zachowanie swojego dziecka lub kazać to zrobić dziecku ( w zależności od wieku). Jżeli rodzic tego nie zrobi oznacza, że sam jest niegrzeczny, a wtedy „niegrzeczność” pokoleniowa będzie się pogłębiać…

            Złe zachowanie trzeba karcić i nie zasłaniać się beztresowym wychowaniem, bo napewno można mieć beztresowo i dobrze wychowane dziecko, wystarczy się stosować co do zasad i nie przesuwać granic po to żeby i jedynie żeby szanować własnie dziecko i stawać je na piedestale.

            Jeżeli za złym zachowaniem dziecka stoją jakieś zaburzenia, a rodzic wie o tym, to moim zdaniem mimo wszystko powinien też przeprosić, np: „Przepraszam, moje dziecko niezabardzo radzi sobie w takich sytuacjach, bo np jest rozdrażniony z powodu zabużeń/ szczepienia itp”

            UWAGA!!!
            Jeżeli przepraszamy, to w zdaniu z przeproszeniem nie powinno zaistnieć słowo „ale”, to słowo przekreśla cełe przeproszenie, np:

            „Przepraszam za moje dziecko, ale to nie jego wina tylko Pani, bo się Pani boi.”
            „Przepraszam, że moje dziecko zbiło ci wazon, ale to twoja wina bo stał w złym miejscu.”

            – Zazwyczaj jest, to przeproszenie i zwalenie winy na osobę przepraszaną – po prostu bez sensu! Przepraszanie i usprawidliwianie złego oczynku zwaleniem na kogoś innego jest niedopuszczalne.

          4. Helou oznacza mniej więcej to: „Dzieci są z natury hałaśliwe, jeśli mamy problem z tym, że w naszym otoczeniu dziecko jest takie, jakie jest, to może unikajmy dzieci w naszym otoczeniu”. Wystarczy spojrzeć na dzieciaki na placu zabaw, wszystkie biegają, hałasują, czasem płaczą itd. To jest NORMALNE.

          5. Owszem dzieci są hałaśliwe mogą od czasu do czasu mówić głośniej – ale ilość decybeli wychodząca z płuc mojego siostrzeńca czasami bywa przerażająca – chodzi do pierwszej klasy i naprawde musi się uczyć panować nad tym. Co do twojej córeczki, to nie wiem ile ma lat, ale nie pomyślałabym, że ją źle wychowałaś, to jest zupełnie inna sytuacja i taka jak twoja się zdażają. Moja córka ma niecąłe cztery lata w podobnych sytuacjach działa na nią: „Następnym razem, to weźmiesz”, „Ten miś tam będzie kiedy wrócisz(lub inna rzecz), poczeka na ciebie” „Następnym razem musisz o tym pamiętać” itp zadziwiająco to na nią działa – jak chcesz to możesz spróbować. Ważne też jest nasze opanowanie, kiedy dziecko wyczuje w takiej sytuacji nerwy, to wówczas jeszcze bardziej może się rozkleić, wtedy to już kaplica…

          6. Aha. Pytałam, bo wydawało mi się, że Twoim zdaniem ja napisałam, że krzyk dziecka jest jednoznaczny z tym, że źle je wychowałaś. A tak nie myślę:) Pozdrawiam:)

    3. Zgadzam sie z wypowiedzia, a na przyszlosc chcialam podpowiedziec, ze warto miec w domu „magiczne gabki”, takie biale, ktore woda sie moczy i idealnie czyszcza sciany. Przy kolejnej wizycie wreczyc taka rodzicom i niech szoruja, a na odchodne podpowiedziec, ze nastepnym razem gabki kupuja goscie :)

      1. Polecam magiczny spray izolacyjny fluggera. Pokrywa wszystko, włączając grubą warstwę kredek świecowych i grzyb. Potem po nim maluje się zwykłą farbą i nie ma nawet śladu. :)

  8. nie zgadzam się, że nie ma dzieci niegrzecznych. rzadko bo rzadko – ale zdarzają się i osobiście co wtorek jedno z takowych widuję. poza tym szczegółem – ważny i dobry tekst.

    1. Nie znam dziecka, ale być może jego zachowanie jest desperacką próbą zaspokojenia potrzeb, które są nagminnie pomijane. Może to tez być wina jakichś problemów zdrowotnych, np. zaburzeń integracji sensorycznej. Czasami najłatwiej jest po prostu powiedzieć – niegrzeczne. Trudniej tą niegrzeczność zdefiniować obiektywnie i znaleźć powód złego zachowania. Pozdrawiam :)

      1. Jeszcze raz, grzeczność wg witryny PWN:
        „grzeczność
        1. «sposób zachowania świadczący o dobrym wychowaniu; też: posłuszne i spokojne zachowanie się dziecka»
        2. «bezinteresowna przysługa»”

        Niegrzeczność, to przeciwność grzeczności, więc: zachowanie świadczące o złym wychowaniu – powód zapewne spowodowany przez rodziców ( pewnie 99,8%).

        1. Tak, słownikowo rzecz biorąc masz rację. Al słowo „niegrzeczny” wiąże się w ludzkiej świadomości z czymś złym i celowym, czymś co należy ukarać, a przynajmniej zganić. A jeśli „złe” zachowanie nie jest winą dziecka, to czemu zwalać na niego i mówić mu, że jest niegrzeczne. Szczególnie, że to dla dziecka niewiele znaczy, poza tym, że pewnie zrozumie, że zrobiło coś nie tak. Moim zdaniem dużo bardziej sensowne jest przedstawienie konsekwencji takiego zachowania i pokazanie innych możliwych rozwiązań i sposobów na zaspokojenie danej potrzeby dziecka. Bez twierdzenia, że jakieś zachowanie jest grzeczne, a jakieś nie. Szczególnie, że posłuszne i spokojne zachowywanie się dziecka nie jest moim celem samym w sobie. Bardziej zależy mi na tym, żeby wiedziało że z jednej strony może mieć swoje zdanie, a z drugiej liczyło się z potrzebami i emocjami ludzi wokół niego.

    2. również uważam, że są dzieci które zachowują się niegrzecznie, co prawda ich zachowanie z czegoś wynika, chcą zwrócić na siebie uwagę, lub po prostu zostały takiego zachowania nauczone, ale dla mnie czarne jest czarne, a białe białe, nazywam rzeczy po imieniu

      1. Ok. A według siebie stosujesz tę samą terminologię? Np. jesteś zła na szefa w pracy, a burczysz na kasjerkę w sklepie, albo na męża czy dziecko, to też jesteś niegrzeczna? :) Pozdrawiam

        1. Zgadzam się z mamą 3-latka – mi się zdarza być niegrzeczną, ale raczej nie przenosze swojego stresu na innych…

    1. Wiesz nie radzę takiego tekstu pokazywać rodzinie bo:
      – dla mnie i możliwe że i dla innych też, tacy ludzie którzy nie przyjmują krytyki w sprawie własnych dzieci, które nie za dobrze zostały przez nich wychowane, na dodatek opryskliwie odpowiadają na uwagi są po prostu rodzicami „więtymi krowami” sama mam dziecko – córeczkę – uwielbiam ją rozpieszczać jednocześnie jestem dość zasadnicza w kwestii zasad, którym od święta ustępuję, wiadomo wszystko w granicach rozsądku… ale to czego nie znoszę to dzieci nie uczulonych na innych, niszczących i brudzących i wrzeszczących w niebogłosy nie zdających sobie sprawy że istnieje świat wokół nich, a jeszcze bardziej ich rodziców, którzy ich tego nie nauczyli… Niestety to coraz liczniejsza populacja kolejnego pokolenia „:JA” i nic więcej się nie liczy…

      1. Myślę, że kwestia szacunku do dziecka nie wyklucza jednocześnie uczenia dziecka szanowania innych. A wręcz z mojego doświadczenia wynika, że dzieci, których potrzeby są szanowane, w podobny sposób odnoszą się do reszty ludzi. Ale od razu zaznaczę, że szacunek do dziecka nie jest jednoznaczny z tym, że dziecku ustępuje się na każdym kroku. Raczej chodzi o to, żeby po prostu traktować go jak człowieka. Tak samo jak nie zmuszam cioci, żeby mnie całowała jeśli nie chce, tak samo nie zmuszam własnego dziecka. Tak jak nie wymagam od dziadka, który porusza się o lasce, żeby biegł szybciej do łazienki, tak samo nie wymagam od dwulatka, żeby przez cztery godziny imprezy siedziało cicho i spokojnie samo. Różni ludzie – różne możliwości.

        1. Oczywiście, że szacunku dziecku nie wolno odmawiać, jeżeli chcemy być szanowani, to szanujmy innych, zarówno nasze dzieci jak i gospodarzy, których odwiedzamy. Można to pogodzić jeżeli tylko siebie i swojego dziecka nie bedziemy traktować jak pęmpka świata. Jestem mamą i jestem też ciocią często mnie ktoś odwiedza i ja też odwiedzam innych. Moją córeczkę nie traktuje tylko i jedynie jako osobnego człowieka, ale również jak moje dziecko, które mam obowiązek nauczyć jak „żyć”, jak reaogować – tak to obowiązek rodzica – rozumiem też że dzieci mogą pierwszy raz spotkać się z pewną sytuacją, albo być w fazie nauki – ale kiedy taka sytuacja zaistnieje, to rodzice nie powinni się obużać na uwagi innych czy to rodziny, czy kogoś w autobusie, tylko przeprosić w imieniu dziecka – dla mnie to proste, dziecko w takiej sytuacji wie nie tylko, że jego zachowanie było naganne, ale uczy też się pokory od swojego rodzica. JEstem zdania, że dobre zachowanie należy chwalić/nagradzać, a złe co najmiej negować. Dziecko przecież spod skrzydeł rodzica w końcu wyfrunie i też będzie musiało się zmierzyć z krytyką i z oczekiwaniami…

          Miałam kiedyś taką sytuację:
          Byłam na spacerzę z moją córeczką, siostrzeńcem, siostrą i szwagrem. (Dla jasności nie był to spacer po lesie, tylko po rynku w niedzielne popołudnie) Było tam dość dużo spacerujących. Szliśmy spokojnie moje dziecko normalnie troszke biegło coś tam pokazywała rozmawiała, ja spokojnie, szwagier i siostra też, a ich syn jak jakiś opętany wrzeszczoł, latał, krzyczał w niebogłosy, nie czułam się komfortowo, więc nie widząc uwagi ze strony rodziców mojego siostrzeńca sama zwróciłam mu uwagę. I to być może był mój błąd :-/ bo moja siostra się oburzyła, bo przecież ona jest tu i jakby chciała to by sama zwróciła mu uwagę… Ja oczywiście wiem że dzieci mogą być głośnie, ale mojego siostrzeńca to chyba nie słyszałaś, w plenerze po 10 minutach można dostać migrene, w pomieszczeniach zamkniętych po 5 :/ Nie miewam często migren natomiast moja siostra często i się nie dziwię… Powracając do zaistniałej sytuacji, ja byłam zażenowana, a siostrzeniec pewnie myślał mogę dalej wrzeszczeć wkońcu moja mama ochrzaniła ciotkę, która zwróciła mi uwagę, więc nic nie zainiłem, bo mama staneła w mojej obronie. Od tamtej chwili nie chodzę w cywilizowane miejsca z moim siotrzeńcem co najwyżej do lasu, a jak mnie odwiedzą, to zwracam uwagę mojej siostrze:
          – Powiedz Jasiowi, żeby nie skakał z lizakiem w ręku bo oblepi mi biały narożnik.
          – Powiedz Jasiowi, żeby nie krzyczał, bo przekaracza dopszczalną norme decybeli.
          – Powiedz mu żeby nie wierzgał jak koń bo uszkodzi coś lub kogoś.

          W takich sytuacjach moja siostra nie ma już pretensji… może zwracanie uwagi nie swojemu dziecku za pomoca pośrednictwa jest lepsze – mi to naprawde wszystko jedno czy to zrobie pośrednio czy bezpośrednio… ale kiedy ktoś mi zwróci uwagę mojemu dziecku, a ma choć częściowo rację, to ja nie będę się oburzać tylko przeproszę za moje dziecko, bo moje dziecko jeszcze nie umie tego robić, ale kiedyś ją nauczę.

          W sytuacji kiedy ktoś będzie wymuszał na moim dziecku przytulenie i całowanie, a moje dziecko nie będzie miało ochoty, to po prostu powiem, że nie ma ochoty i wystarczy podanie ręki lub piątaka. – z każdej sytuacji jest wyjście i nie trzeba się od razu najeżać. Mam też nieodparte wrażenie, że Pani tekst jest „najeżony”.

          1. Ale patrząc na przytoczoną sytuację, to w rezultacie uwagę trzeba i tak było zwrócić mamie, a nie dziecku, bo uwaga zwrócona dziecku i tak efektów nie przyniosła;)
            Oczywiście nie jestem za tym, żeby z dzieckiem nie rozmawiać i żeby nie można mu było zwrócić uwagi, natomiast wkurza mnie jak ktoś zaczyna od straszenia dziecka, albo wyśmiewania.A tak się często zdarza.
            A mój tekst jest wynikiem kilku lat prób rozmówi bezpośrednich, i oczywiście nie każdy może się z nim zgadzać. Tak samo jak ja się nie zgadzam np. z tym że dobre zachowanie należy nagradzać, albo, że dziecko musi się uczyć jakieś pokory względem rodziców. Pozdrawiam

          2. Napisałam wcześniej dlaczego to bepośrednie zwrócenie uwagi siostrzeńcowi nie przyniosło rezultatu , więc może jeszcze raz przeczytaj… Co do nagradzania dziecka myślę, że ma to sens, ja to często stosuję nie muszą to być jakieś rzeczy, czy słodycze, czasami wystarczy okazanie radości, pochwała. W kilku sytuacjach przyniosło to dobroczynne skutki:
            1) nauka siusiania – za każdym razem kiedy moja córka zrobiła kupke do nocnika dostawała kinderka 😀 – bardzo szypko nauczyła się korzystania z nocnika.
            2) Kiedy mój siostrzeniec był młodszy miała jakieś trzy lata – przejawiał same złe zachowania zwracał tym na siebie uwagę i krytykę w pewnym momęcie, była sama krytyka nikt go nie chwalił — zaczełam na spacerze mówić co robi dobrze i chwalić go za to, moja siostra podciągneła temat i tak w ciągu miesiąca stał się o wiele grzeczniejszy — choć niestety czasami dalej hałaśliwy… właściwie już coraz mniej.

          3. Zwrócenie uwagi nie zadziało, bo siostra się odezwała. Rozumiem. Co nie zmienia faktu, że i tak musiałaś rozmawiać z siostrą.
            A co do nagród i cieszenia się z każdej kupki czy kreski na papierze – jest wiele powodów, dla których mi to nie odpowiada. Po pierwsze bardzo kojarzy mi się z tresowaniem. A wychowanie jest dla mnie raczej rozwijaniem dziecka i jego potencjału, niż tresowaniem. Poza tym, z badań wynika, że dzieci chwalone (czyli nagradzane) za byle co, boją się podejmować ryzyka – jeśli mają do wyboru łatwiejsze zadanie, które potrafią zrobić i trudniejsze, które pozwoli im się nauczyć czegoś nowego, wybierają to łatwiejsze, z obawy, że nie uda im się i nie zostaną pochwalone. Nagrody i pochwały są dość uzależniające i ich użycie może się skończyć tym, że dzieci robią tylko to za co ich zdaniem zostaną pochwalone. A nie to, co mogłoby je interesować czy rozwijać.
            Drugi przykład, który opisujesz, to trochę inna sytuacja. Jeżeli dziecko ciągle słyszy, że wszystko robi źle, to oczywiście nie działa dobrze na jego psychikę. Wtedy jest w stanie wiele zrobić, jeśli nagle sytuacja się zmienia. Ale moim zdaniem dużo lepsze dla dziecka, jego rozwoju i psychiki jest po prostu bycie z nim szczerym, spędzanie czasu, poświęcanie uwagi, szczera radość z jego osiągnięć (jeśli moje dziecko narysjuje samochód, który mi się podoba, to mu to mówię, ale nie mówię mu, że jest super i pięknie za każdym razem, kiedy coś narysuje, tylko dlatego, żeby np. podtrzymać jego zainteresowanie malowaniem). Ale ja ogólnie staram się wychowywać swoje dzieci na zasadach szczerości, poznawania potrzeb i powodów zachowań, a nie tresowania ku jakiemuś wymyślonemu ideałowi, jakim powinni się stać. Takie mam zasady i przekonania.

  9. Ja bym jeszcze dodała 2 rzeczy: nie wmawiaj mojemu dziecku, że jesteś jego ukochaną ciocią i musi już znać Twoje imie, mimo , że co dopiero nauczyło się, że imię mamy to nie mamusia jak dotą myślało, po drugie szanuj nasze przyzwyczajenia, nasze zasady i nasz harmonogram dnia który stosujemy w domu tak aby dziecko miało poczuycie bezpieczeństwa i porządku, wiadomo rpzy okazji świąt spotkań z rodziną naginamy troszeczkę godziny pójścia spać (o ile CÓRKA sama chce jeszcze się bawić ) jeżeli mówię, że przed snem spedzamy razem czas na czytaniu bajki w celu wyciszenia się córeczki to nie dawaj jej na dobranoc nowej zabawki, która w dodatku oprócz ciekawości budzi w niej nerwy i frustracje spowodowaną niepowodzeniem, które zaś wynika z NIEDOPASOWANIA zabawki do wieku dziecka. poza tym dom to nie muzeum, jak są dzieci musi być bałagan, nie denerwuj się, że po domu porozrzucane są zabawki (których posprzątanie zajmuje dosłownie 2 minut) bałagan rodzi potrzebę sprzątania i jest okazją do nauczenia dziecka porządku! a w muzeum nie ma co sprzątać, więc nie ma się na czym uczyć :)

    1. Ja ze straszym miałam o tyle łatwiej, że on w kwestii bezpieczeństwa jako niemowlak bardzo polegał na mnie. Jeśli ja byłam, to nic mu nie przeszkadzało. Mógł spać w chuście w każdych warunkach praktycznie. Ale z młodszym już było gorzej – u niego harmonogram to był klucz do sukcesu i praktycznie każde zachwianie go, popodowało jakieś „przeciążenia” i później wpadał w chisterię z tego przemęczenia i nie dało się go uspokoić, więc rozumiem o czym mówisz. Na szczęście wyrósł;) A z dopasowanie zabawek na prezent do wieku dziecka i etapu jego rozwoju, to pewnie temat na oddzielny wpis:) Pozdrwiam

  10. Mam dość ambiwalentne odczucia.
    Z treścią się właściwie zgadzam, jest ok. Myślę jednak, że kluczem do sukcesu jest wiedza otoczenia o tym, że mamy takie zasady. Bo o ile same zasady fajne, o tyle tzw. praktyka przez lata była niestety inna. Myślę, że wiele osób z naszego otoczenia, skądinąd kochanych, cudownych i chcących jak najlepiej, nie zastanawia się nad swoim zachowaniem wobec dzieci i ich rodziców. Określone zachowania, które zostały wskazane w tekście fruwają sobie po świece i śmiem twierdzić, były w miarę jednolite wszędzie. Zgoda komentujących i poparcie dla artykułu jak również możliwość dokładnego wyizolowania i opisania tych sytuacji jest na to najlepszym dowodem, i tego rodzaju przykłady z własnego podwórka można mnożyć.
    Dlaczego o tym piszę? Bo myślę że o ile mamy prawo decydować o zasadach stosowanych wobec własnego dziecka, o tyle sposób ich wprowadzania w życie wobec rodziny, szczególnie dalszej, powinien również być wyważony. Ja mam tu spory uraz. Bo tak jak już pisałam, te zasady są jak najbardziej ok, ale ktoś, kto w moim otoczeniu wobec swoich dzieci takie zasady wprowadzał – robił to na tyle agresywnie, że otoczenie właściwie nie miało już ochoty nawet do tych dzieci zagadać, bo za moment z agresją mama zwracała uwagę, że to czy tamto robi się źle. „On już zjadł tyle słodyczy na ile mu dzisiaj pozwoliłam”, „ona wie że nie może tam pójść”, „Ja mu nie pozwoliłam oglądać już dziś więcej bajek” – my nie znaliśmy tych granic. Rezultat jest taki, że dziewczynka ma 7 lat a ja za każdym razem pytam jej mamę czy mogę dać zabawkę, lizaka, zapytać o szkołę. Za wiele razy dostałam po łapach i zwracano mi uwagę że coś zrobiłam źle. Tak więc podchodźmy z rozwagą i może też pewnym zrozumieniem dla otoczenia, które aktualnie nie jest „na czasie” z Waszymi metodami wychowawczymi i systemem kar i nagród.

    1. Jasne – wyczucie w każdej sytuacji jest ważne, a przesada często jest gorsza od faszyzmu. Ja w dużej mierze swoje punkty odnoszę do sytuacji, w których dziecko zachowuje się nie do końca tak jak powinno według cioć i wujków i do stosowanych wtedy, jak piszesz – powszechnie – metod. Czym innym jest kiedy ciocia da ciastko, bo akurat rozmaia z dzieckiem i pomyślała, że może chce ciastko. A czym innym jest sytuacja, kiedy mama mówi „To masz tutaj – ostatnie ciastko na razie” a ciocia w imię walki o słodkie dzieciństwo podąża od razu za dzieckiem i wpycha mu na siłę kolejne mówiąc „Masz, zjedz, no masz, mama się nie dowie”. Jeśli ja mówię otwarcie, że nie chcę jeszcze odstawiać synka od cycka, a przy każdym spotkaniu rodzinnym znajdują się osoby, które zaczynają od pytania do synka „a to ty jeszcze ssiesz cycka? Ale wstyd! Ble!” Itd. Więc jak najbardziej – trudno oczekiwać od innych, że zastosują się do zasad, których nie znają. Ale jeśli po raz kolejny i po raz kolejny, pomimo moich tłumaczeń moje zasady są negowane i to według mnie ze szkodą dla mojego dziecka, to trochę mnie to drażni. Pozdrawiam :)

  11. Zgadzam sie w 100% jednak staram sie zrozumieć wszystkie strony np dziadków którzy rzadko widza ukochanego wnuka i cieżko im powstrzymać sie od przytulenia go czy całusa. Zdecydowanie tez uważam ze obowiązkiem rodzica jest zadbanie żeby dziecko szanowało dom gospodarza. Pamietam ze kiedyś do moich rodzicow przyszli znajomi z 3 letnim dzieckiem które niszczyło wieże w ich salonie, otwierało podajnik na płyty i naciskało całym ciężarem ciała. Kiedy mój tata powiedział do chłopca ze tym nie wolno sie bawić rodzice tylko sie śmiali ze wujek taki surowy… Sama mam córkę i wiem ze czasami ciężko ja okiełznać robi bałagan, wszystko wyciąga ale jak jestem u kogoś to jej na to nie pozwalam. Natomiast równie oburzające jest dla mnie wtrącanie sie innych osób w wychowanie dziecka. Jedna ciocia pyta czemu zabraniam jej jedzenia 10tego ciastka skoro są domowe wiec zdrowe. Teściowa ciagle mi przerywa jak tłumacze coś małej i wymyśla inne metody. Kiedy sie uderzy a ja ja przytulam to mnie przekrzykuje ze „nic sie nie stało, nie ma o co płakać” i mówi ze ja rozpieszczam. A ja uważam ze mogę okazywać czułość 2latce i trochę ja rozpieszczac i teściowej nic do tego…

    1. Oczywiście nie ma mowy o tym, żeby pozwalać dziecku na wszystko, dziecko ma też uczyć się, że czyjąś własność się szanuje. Ale nie oszukujmy się, dzieci nie da się upilnować na 100% przez 100% czasu, więc może takie rzeczy, które są wartościowe i łatwo się niszczą, warto na czas świąt po prostu ustawić wyżej:) Bo co to za przyjemność jeśli idziemy spotkać się z rodziną, a przez cały czas musimy trzymać dziecko za rękę i rozglądać się dookoła głowy? 😉 I oczywiście rozumiem, że babci czy ciocia chce przytulić. Nie widzę nic złego w tym, że poprosi dziecko o „przytulkę” czy buziaka. Ale jeśli dziecko nie chce, płacze albo wczepia się ze strachu w mamę wszystkimi pazurami to nie widzę sensu kontynuowania tematu w taki sposób, czy tym bardziej uciekając się do straszenia, wyśmiewania, czy ciągnąc na siłę. Myślę, że dla żadnej ze stron nie jest to przyjemne. Pozdrawiam:)

  12. Brawo wydrukuje sobie i powysylam pocztą babciom, szczególnie jednej, która smierdzaca fajami zmusza do przytulania i calowania. Bleeeh

  13. Świetny tekst… co najmniej jakbyś była u mnie na Świętach… lepiej tego nie można było ująć:) Na samą myśl o Cioci dobra rada i nadgorliwej babci ja mam dość a co dopiero te bezbronne maluchy w ich objęciach i szponach :)

  14. Jak najbardziej nie trzeba wtrącać się w kwestie wychowania i szanować zdanie rodziców, ale nie zgodzę się, że otoczenie musi się dopasować do dziecka. Uczymy tym samym, że zawsze wszystko będzie dopasowane do jego potrzeb. A przecież trafi potem do przedszkola, szkoły, gdzie będzie musiało żyć w warunkach nie do niego dostosowanych i np. przyjąć buziaka w polik od ‚śmierdzącej fajkami’ pani dyrektor i zrobić to z uśmiechem. Dzieci trzeba też uczyć, że nie tylko mnie mają słuchać ale ogólnie starszych – babci, cioci i jak one mówią, że czegoś nie wolno to nie wolno. A jeśli posuwają się za daleko to dzieciak do mnie przyjdzie i mi powie ‚a babcia powiedziała…’ i wtedy rola rodzica by wytłymaczyć, że można mieć różne zdania i podejścia….

    1. Jednak myślę, że czasy kiedy dziecko musiało przyjąć buziaka od pani dyrektor jeśli nie minęły, to mijają. Ale na tej samej zasadzie, w pewnym momencie dziecko będzie się chować za śmietnikiem z fajkami, bo starsi koledzy go poczęstowali i nie mogło przecież odmówić. Jak dla mnie nadawanie autorytetu, tylko dlatego że ktoś jest starszy, też ma swoje wady. Ale po raz kolejny – zgadzam się, dzieciom nie można pozwalać na to co tylko sobie wymyślą, trzeba je uczyć, że inni ludzie też mają swoje potrzeby i granice, które trzeba szanować tak samo jak granice dziecka. Ale dorośli też powinni granice dzieci i ich możliwości rozwojowe szanować. Bo tak – ja mogę mówić pięć razy dziecku, że tego z półki nie można. I ono przez kilka minut będzie pamiętać. Ale w pewnej chwili, np. z powodu nadmiaru emocji związanych ze świętami, dziecko po prostu nie pamięta albo nie jest w stanie nad sobą zapanować. To kwestia rozwoju kory nowej, która rozwija się podobno przynajmniej do 25 roku życia. Więc jeśli ja muszę stać jak żandarm przy wspaniałym wazonie cioci, przez całą wigilię – to szczerze mówiąc – nie prędko wpadnę w świąteczny nastrój :) Pozdrawiam

      1. ale trudno oczekiwac, aby gospodarz chowal czy ustawial wyzejw szystkie cenne rzeczy. jesli mialabym tak reorganizowac moje wlasne mieszkanie, to szczerze mowiac drugi raz bym takiej mamy z dzieckiem nie zaprosila. poza tym jaki jest skutek takiego podejscia – w sklepie tez powiesz pracownikom, aby wszystko ustawiali wysoko zeby nie trzeba bylo dziecka pilnowac 100% czasu?

        1. Sklep to sklep. Mama wchodzi z dzieckiem na pół godziny, robi zakupy i wychodzi. Jeśli idziemy do kogoś w gości, to raczej nie po to, żeby pilnować czy dziecko przez całą wizytę nie zwali najcenniejszego wazonika cioci. Pozdrawiam

  15. Dodałbym jeszcze: Nie komentuj decyzji rodzica przy dziecku a tym bardziej kierując się do dziecka. Juz kilka razy słyszałam ‚zła mama nie chce wziąć dziecka na rączki’ do zasypiającego niemowlaka czy ‚niedobra mama nie chce dać czekoladki’ po tym jak umówiłam się z dzieckiem ze słodycze od Mikołaja zje jak zawsze po obiedzie.

    Bardzo mądry tekst. Teraz tylko sprytnie podrzucić go Ciotce

    1. Dokładnie – masz coś do moich metod wychowawczych? OK. Powiedz mi o tym, to moje metody, a taka krytyka skierowana do dziecka nie pomoże ani mi, ani tobie, ani dziecku;) Pozdrawiam:)

  16. Dodałabym jeszcze do tej listy – słuchanie co dziecko ma do powiedzenia. I jeśli dziecko mówi „nie, dziękuję, nie lubię ryby” to skoro my w domu szanujemy jego wybory a rodzina o tym wie (nie zje tego, zje co innego z głodu nie zdechnie) to miło by było aby rodzina słuchała co ten młody człowiek mówi i nie kładła mu na talerz tego co on nie chce zjeść w imię jakiejś chorej idei, że jest Wigilia i „trzeba”.

  17. troche za duzo przesady, ja sie tak nad moim dzieckiem nie trzese, nie terroryzuje rodziny zeby nie daj boze zrobili cos nie po mojej mysli. moje dziecko bedzie normalne i gotowe na zycie w spoleczenstwie a nie jakies wychuchane

  18. Są niegrzeczne dzieci. Co to za bzdury… Być niegrzecznym, to nie jest cecha trwała, to nie to samo co powiedzieć o kimś – jesteś zły. Należy mówić dzieciom, że zachowują się niegrzecznie… Bezstresowe wychowanie nie istnieje. No chyba że nie istnieją też niewychowane dzieci…
    Kolejna sprawa – cycek w wieku 3 lat? :p To jednak obciach 😀

    1. Widzę mamy różne podejście do obciachu. A nawet jeśli uważasz, że obciach, to powinnaś to powiedzieć mi, a nie dziecku, bo dla dziecka nic dobrego z takiego stwierdzenia nie wyniknie. A co do niegrzeczności, to myślę że w dużej mierze rozbijamy się o definicje. Chociaż dla mnie „niegrzeczne” jest pojęciem tak szerokim, że trudno z niego wyciągnąć komukolwiek jakieś pozytywne wnioski. Jeśli chodzi o kwestie niewychowanych dzieci – to zapewne masz rację, są takie dzieci. Tylko problem polega na tym, że dziecko zachowuje się w sposób nieakceptowalny społecznie z jakiegoś powodu. Jest to jego sposób na zaspokojenie swoich potrzeb – uwagi, pewności siebie, miłości, głodu, pragnienia, bezpieczeństwa… czegokolwiek. Czy jeśli dziecko nie umie zaspokoić swoich podstawowych potrzeb w sposób akceptowalny społecznie, to jest to wina dziecka? Czy nazwanie go niegrzecznym w czymkolwiek mu pomoże? Nie jestem pewna. Czy dziecko, które z płaczem wypełnia polecenia rodzica, jest niegrzeczne, bo płacze? Czy dziecko, które nie wie jak ma zacząć zabawę z obcymi dziećmi i zaczyna od dzióbania ich albo szarpania, jest niegrzeczne? Czy trzylatek, który nie odpowie na dzień dobry, bo się wstydzi, jest niegrzeczny? Czy dziecko, które na siłę wyrywa swoją zabawkę z rąk innego dziecka, bo nie wie jak można to zrobić inaczej, jest niegrzeczne? Czy dziecko, które ciągnie mamę za sukienkę, przez całą wigilię, tylko dlatego, że to jedyny sposób na uzyskanie jej uwagi, jest niegrzeczne? No nie wiem. Wydaje mi się, że nie. Już raczej skłonna byłabym powiedzieć do dziecka, że jego zachowanie ktoś może uznać za niegrzeczne i że mogę mu pokazać, co może zrobić, żeby tą samą sprawę załatwić bardziej pokojowo. Tylko to też nie jest takie oczywiste, że dziecko po jednej uwadze opanuje od razu tę umiejętność, ale o tym już pisałam Pozdrawiam.

      1. Rozumiem, że za każdym razem kiedy dziecko zachowuje się w sposób nieakceptowalny należy poszukać matki i ją o tym poinformować zamiast zwrócić uwagę samemu dziecku, że jest niegrzeczne? Trochę nie rozumiem takiego podejścia do sprawy. Tak, są dzieci niegrzeczne, które POMIMO starań rodziców i wychowawców nadal nie przyjmują pewnych norm i nie zachowują się odpowiednio do sytuacji. Z czego to wynika? Nie wiem.
        A co do karmienia piersią – nie chodzi przecież o obciach. 3latek powinien przyjmować już pokarmy stałe. Chodzi o to, aby jego zgryz był odpowiednio uformowany, a nawyki żywieniowe prawidłowe. Poza tym karmienie kilkulatka sprzyja wytworzeniu patologicznej więzi z matką. Proszę nie pisać czegoś w stylu: „mój cycek – moja sprawa”, bo za kilka lat to będzie sprawa najbliższego otoczenia i samego dziecka.

        Traktowanie dziecka jako „miniaturowego dorosłego” nie wyjdzie na dobre ani jemu, ani otoczeniu.

        1. Ależ ja nie napisałam, żeby nie rozmawiać z dzieckiem jeśli robi coś złego. Napisałam, żeby mu normalnie powiedzieć o swoich oczekiwaniach, a nie straszyć go babą jagą, albo go wyśmiewać.
          A co do karmienia – to przecież jasne jest, że trzylatek nie jest tylko i wyłącznie na cycku. Natomiast chętnie zobaczyłabym jakieś konkretne badania i przypadki, kiedy to długie karmienie sprzyja patologicznej więzi z matką. Z moich obserwacji wynika raczej, że to kwestia podejścia matki do wielu rzeczy, a nie długotrwałe karmienie. Szczególnie, że są kraje gdzie karmienie piersią z założenia jest dłuższe.

      2. ja tylko o tym cycku.. z praktyki psychologicznej wynika ze dorosli ktorzy byli dlugo karmieni piersia maja te wspomnienia i sa one dla nich trudne, sa czesto zazenowani ze pamietaja piersi swojej mamy… dziecku w wieku 2 lat chodzi o bliskosc, przytulanie, glaskanie, itp. Kiedy juz nie chodzi o pokarm tylko zaspokojenie potrzeby bliskosci, wtedy wtapianie glowy w piersi,juz dla dziecka na poziomie rozwoju 2 lat, przeradza sie w zbyt intymny kontakt z doroslym – pamietajmy ze to tez ma swoje konsekwencje…

        1. A coś konkretnego na poparcie takiego twierdzenia. Bo z tego co mi wiadomo, długie karmienie jest naturalne do tej pory w wielu miejscach na ziemi . Sama z resztą znam trochę osób karmionych długo i nie zauważyłam, żeby to był dla nich problem. No chyba, że pamiętają też jak inni się z nich śmieli z powodu cycka. Pozdrawiam

  19. Dodałabym tekst dla mamy – wyluzuj, jeden batonik więcej czy mniej nie ma znaczenia. Dziecko nie lubi wybierać między dziadkiem a rodzicem, więc wyluzuj i pozwól mu zostać dłużej. Jeśli dziadek przeholuje z uwagą, stań w obronie dziecka, zamiast się obrażać na dziadków. Szukaj współpracy i staraj się zrozumieć swoich rodziców i teściów, oni mieli dużo trudniej w życiu niż Ty. Po co się kłócić, skoro można podać rękę na zgodę? A uwaga z tym, że dziecko lubi być posłuszne…. spadłam z krzesła ze śmiechu. Nie moje. I ja nigdy, przez ani jedną chwilę w życiu nie byłam posłuszna. Jestem wolnym człowiekiem i niewolnictwo jest mi obce ideowo. Dziecko nie jest własnością matki, ale wolnym człowiekiem i ma prawo decydować o tym, ile batoników chce zjeść i z kim spędzić więcej czasu.

    1. Niewolnictwo a posłuszeństwo to dwie różne sprawy. Oczywiście, że dziecko nie jest moją własnością, ale jeśli umawiamy się na coś z dzieckiem,( bo wiem jak to się później skończy np. rozwolnieniem i nocnymi pobudkami z powodu bólu brzucha), to dziecko przynajmniej moje chce dotrzymać tej obietnicy. Tylko oczywiście zostaje kwestia silnej pokusy. To tak jak ja sobie obiecuję, że nie będę jeść słodyczy, a potem widzę moje ulubione czekoladki na biurku i wszyscy w pracy mówią „no masz, poczęstuj się! od jednej nic ci nie będzie!” , to trudno mi dotrzymać postanowienia niż gdyby co chwila mnie ktoś nie nagabywał. A jak zjem, to wcale nie czuję się z tym dobrze.
      Uwierz mi, staram się odpuszczać i nie wtrącać w to jak moje dziecko radzi sobie z innymi ludźmi. I właśnie dlatego ten apel jest wcześniej – przed Świętami, żebym nie musiała później doprowadzać do nieprzyjemnych sytuacji, kiedy moje dziecko stoi na korytarzu i ryczy, a pięć osób stoi nad nim i każda proponuje mu inne rozwiązanie.
      Nie jest moim zamiarem namawianie do niezgody czy kłótni, i nawet w pierwotnym zarysie miałam dwa punkty dla rodziców, ale wpis zaczął mi podążać w dwóch różnych kierunkach, więc zrezygnowałam. Może w przyszłym roku będzie apel do rodziców;) Pozdrawiam :)

      1. Obawiam się, że to wołanie na puszczy. Który dziadek czyta blogosferę parentingową? To jest zwykłe klepanie się po pleckach. Dużo lepiej byłoby przeprowadzić taką rozmowę z każdą osobą z rodziny co do której obawiamy się, że mogłaby przecholować. Fejs tu fejs. Ja stawiam na to, że dziecku wolno jeść tyle słodyczy, ile zechce. Nigdy jej nie zabraniam, jak chce kinderjajo, to bez slowa jej kupuję. I wiesz co? Jak widzi słodycze u kogoś w domu, to nawet na nie nie patrzy. Po co, skoro może zjeść za każdym razem, kiedy ma na nie ochotę? Zabranianie dzieciom słodyczy, lub co gorsza wydzielanie w formie nagrody za dobre zachowanie to pułapka. Generuje to właśnie podjadanie po kryjomu i jedzenie ich w ilościach przemysłowych, jak tylko nadarzy się okazja w gościach (byłam takim dzieckiem z mocnym szlabanem na słodycze, więc dokładnie poznałam ten mechanizm od środka). Częsty błąd rodziców-helikopterów, którzy chcieliby uchronić dzieci przed całym złem tego świata. To działa dokładnie na odwrót, tak samo jak wydzielanie telewizji. Moje dziecko sobie włącza bajki, kiedy chce i ogląda tak długo, jak chce. Czasem cały dzień, a częściej w ogóle. Po paru latach oglądania wszystkiego jak leci, później wybierania, skończyło się na tym, że telewizja moją trzylatkę po prostu nudzi i woli zwykłe zabawy z rodzicami. Słodycze i pokusa? Heheheh. Jak często zjadasz słodycze po kryjomu? Często, co? No właśnie. A niby wiesz, że są niezdrowe. A i tak je zjadasz, bo w Twoim mózgu została zaprogramowana zasada słodkie=nagroda (np. za właściwe zachowanie).Właśnie wychowujesz kolejne pokolenie, które tak będzie funkcjonować.

        1. Być może, ale akurat moja rodzina od czasu do czasu czyta mojego bloga;)
          A co do słodyczy czy bajek, to absolutnie się z Tobą zgadzam – nie uważam żeby traktowanie ich jako nagrody czemukolwiek służyło. Natomiast co do swobodnego dostępu non stop do jednego i drugiego mam – mieszane uczucia. Widzę zalety i wady jednej i drugiej metody. Na razie próbujemy określania czasu kiedy są dostępne. Ale może w pewnym momencie okazać, że to przestało się dla nas sprawdzać i przejdziemy na drugą metodę. Któż to wie :) Ale jak już mówimy o moim przykładzie, to z doświadczenia wiem, że wystarczy przestać podjadać co chwila słodycze na kilka tygodni, i przestaje się po nie sięgać w ogóle. Cukier jednak ma działanie uzależniające i o tym też trzeba pamiętać. Jeszcze raz pozdrawiam i życzę wesołych świąt :)

          1. Wiem, długo się wahałam, czy wprowadzić coś takiego. Opowiem Ci, co mnie przekonało. Dawno, dawno temu, wynajmowałam pokój u jednej pani z agroturystyki. W jej domu cukierki leżały w paterach w całym domu. Miała 11 i 12 letnich synów, którzy nawet nie spoglądali w ich kierunku. Bardzo mnie to intrygowało i kiedyś wzięłam ją na spytki, jak to możliwe, że słodycze leżąc na wierzchu nie znikają w „tajemniczych okolicznościach”. Odpowiedziała, że u nich w domu panuje zasada – możesz zjeść tyle słodyczy, ile zechcesz, ale najpierw zjedz kromkę chleba. I to wyobraź sobie działa! Z jednej strony słodycze nie służą do zaspokajania głodu (najedzony człowiek nie zje tyle słodkiego, co głodny), a z drugiej strony nie ma właśnie pokusy zjedzenia więcej niż mama pozwoli, bo nie wiadomo kiedy trafi się okazja. Dlatego zaryzykowałam bezstresowe podejście do żywienia (pochodna BLW, które wcale nie jest dla niemowląt, jak plotki głoszą, ale ono jest na całe życie dziecka). Młoda ma swoją półkę w lodówce, zawsze może zjeść chleb, owoce, wędlinę czy warzywa (uwielbia rzodkiewki), albo wyjada masło orzechowe ze słoika, nie ma stałych pór posiłków, bywa że jednego dnia zje 2x tyle co ja (serio), przez inne dni nie je prawie wcale i jest naprawdę zdrowym i silnym dzieckiem, bez próchnicy, nadwagi ani innych tego typu rzeczy. Natomiast co ciekawe, kiedy zaczyna chorować, z marszu je zupełnie inne rzeczy niż na co dzień, tak jakby czuła, których mikroelementów jej organizm potrzebuje.

            Inna sprawa, że dzieci lubią naśladować rodziców. W naszym domu rzadko jada się ciasta, przegryzki typu chipsy nie istnieją, podjadamy ziarenkami (np ziemię lniane czy słonecznik, ale i dynia się zdarzy) i orzechami. Jak głodniejemy, to jemy jabłko lub banana. Więc dziecię nie ma odruchów traktowania cukierków czy batonów jako posiłku, tylko raczej jako bajer-zabawkę. Często się zdarza, że ugryzie kinder jajo raz, wyjmie zabawkę, a resztę oddaje. To samo z czekoladowymi Mikołajami na święta, najfajniejsze jest zdejmowanie sreberka i odgryzanie głowy, a resztę zjada ten, kto podarował, żeby się nie zmarnowało. 😉

          2. Dzięki za historię – na pewno do przemyślenia:) Co do naśladowania, to i owszem się zgodzę, dzieci naśladują rodziców, ale w kwestii jedzenia często mam wrażenie to przychodzi dopiero po pewnym czasie. Albo tak jak już kiedyś pisałam w kwestii jedzenia coś po drodze z Kluskiem schrzaniliśmy i teraz trochę musimy popracować nad tym żeby to wyrównać:) Pozdrawiam

          3. Za czasów bycia bezdzietną lubiłam pocieszać znajomych, którzy właśnie się rozmnożyli, że pierwsze dziecko to zawsze efekt błędów i wypaczeń. Moim „pierwszym dzieckiem” był mój młodszy brat (z różnych powodów mu matkowałam) i dlatego przy własnym mam już więcej luzu, bo wiem że nie ma sensu wyważać kredensu, a dziecko i tak zrobi po swojemu, jak się uprze. Mamy jako rodzice maksymalnie 50% wpływu na jego życie, a im potomek starszy, tym ten wpływ staje się coraz mniejszy. Nie ma sensu się obwiniać, ani też sądzić, że musimy się trzymać sztywno zasad, bo tak nakazują ogólne trendy wychowawcze. Zamiast się szarpać z rodziną, lepiej się po prostu cieszyć nadchodzącymi świętami. Od biedy jeśli otoczenie jest wyjątkowo toksyczne, trza spakować manatki i wyjechać. Nie ma obowiązku spędzania świąt z ludźmi, z którymi nie możemy wytrzymać. Od jakiegoś czasu nie spędzam świąt z własną mamą i nasze relacje na tym nie ucierpiały, za to ja się nie denerwuję (akurat jej stosunek do mego dziecka jest wręcz modelowy, ale od zawsze działałyśmy sobie na nerwy, nie wiem dlaczego w święta potrójnie).

  20. jej, dziekuje.. ale ja wlasnie siedze na facebooku bo mnie oslabilo ze powiedzialam dziecku, ze „mozesz wybrac ostatni kawalek ciasta, poza sernikiem i orzechowcem”. Wybralo, zjadlo. A jak za chwile sie polozylam (porod lada dzien i nie mam sily) to tesciowa pyta malej: ktore ciasto chcesz? to? orzechowe? nie ma sprawy, masz tu, szybko… Bo ona uwaza ze jak dziecko sie nie dusi to alergia na jajko czy orzechy nie istnieje…a wysypke ma kazde dziecko..ech, my walczymy a tu taki brak szacunku. czuje sie bezsilna, bo zadne argumenty ani uwagi nie pomagaja…
    jest ktos kto sobie z tym radzi?

  21. Zgadzam się ze wszystkim z jednym istotnym wyjątkiem. Czasem należy podważyć autorytet rodziców – jeśli rodzice są zwyczajnie dla dziecka niedobrzy. Wtedy w imię dobra dziecka należy – tak w jego obecności! – stanąć w jego obronie. Nie, nie tylko jak dziecko jest bite. Ale także wtedy, gdy rodzice mają absolutnie nierealne wymagania, są dla dziecka nieuprzejmi, poniżają je, straszą czy wyśmiewają – innymi słowy wtedy, gdy zachowują sie jak powyższe ciocie. Nie będę słuchać, jak dziecko jest straszone. Nie będę nie zwracać uwagi, jak każe mu sie zjeść do końca, choć dziecko ma odruch wymiotny. Nie będę słuchać, jak porównuje się go z siostrą, która jest dobra, a on jak zawsze zły.

  22. Nie zgadzam się z hasłem „dziecko nie jest niegrzeczne „. Tak, jakby samo słowo obrażało i powinno być zakazane. A jednak, prawdą jest, że za byciem niegrzecznym kryją się: lęk, nieradzenie sobie z emocjami, potrzeba uwagi, zmęczenie… Ogólnie, piękny apel. Żeby jeszcze ciocie czytały!…

    1. nie chodzi o to, że „niegrzeczny” to słowo obraźliwe. Raczej o to, że niewiele wnosi, ocenia i wydaje mi się, często maskuje samą przyczynę zachowania. Łatwo powiedzieć, że dziecko jest niegrzeczne i już, i na tym się zatrzymać. Pozdrawiam

  23. Myślę, że umrze jeszcze kilka pokoleń, zanim powszechnie zacznie się postrzegać dzieci z empatią podobną do tej, którą ludzie dorośli czują do innych dorosłych… Dołączam jeszcze jedną obserwację świąteczną: „efekt psa ogrodnika” – jedz jedz wnuczku bo babcia ci zje.. Gratuluję szczerze takich pomysłów i życzę powodzenia w wychowywaniu dziecka, które będzie umiało się dzielić z innymi.

    1. Co myślisz kiedy rodzic całą swą empatię skupia na dziecku traktójąc je jak „świętą krówkę”, skupia się na potrzebach dziecka i na samym dziecku nie zwracając uwagi na otoczenie?

  24. I jeszcze w sprawie „niegrzecznych dzieci”: zaczyna się od przymiotnika niegrzeczny,niedobry, nieposłuszny. Nic nie stoi na przeszkodzie, by pójść dalej: niedorajda, niećwieja, nieudacznik. Z tego miejsca już bardzo bardzo blisko do idiota, debil i inne takie. Dlatego nie mówimy, że dziecko jest takie, czy inne, tylko jego zachowanie.

  25. hm,
    smutno mi sie zrobilo
    traktujesz dziecko jak malego przyglupa
    tak czesto powtarza sie zwrot „dziecko nie rozumie …”
    ze przestalam czytac zanim dojechalam do polowy …
    zawsze traktowalam dzieci powaznie
    uwazam, ze wiele mozemy sie od nich uczyc
    tymczasem taki … zong …

    1. To dziwne. Każdy może mieć własne odczucia. Natomiast na pewno nie uważam, że dzieci są przygłupie. Biologia mówi jednak, że ich mózg i sposób działania, podejmowania decyzji itd. znacznie różni się od tego jaki mają dorośli. I wydaje mi się, że o tym zapominamy. Mówimy dziecku coś raz, ono nie słucha i od razu mamy odpowiedź – jest niegrzeczne. A ono po prostu nie w pełni panuje nad swoimi zachowaniami i ma do tego prawo, bo jeszcze się uczy.

  26. Świetnie napisane. Żałuję, że dopiero teraz nadrabiam wpisy, bo może miałaby więcej odwagi podczas świąt, ale zachowuję na rok przyszły i życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)

Dodaj komentarz