Książki dla dzieci w duchu Montessori

Pisałam już kiedyś cykl o zabawkach w różnych systemach edukacyjnych (Zabawki i pomoce Montessori) a teraz pomyślałam sobie, że w ramach projektu „Przygoda z książką” napiszę coś o książkach dla dzieci w różnych systemach edukacyjnych. Na początku może książki dla dzieci w duchu Montessori. Jakie to są książki? Czym muszą się charakteryzować? Jakieś przykłady? Po kolei.

Wszystko oczywiście zależy od wieku dziecka. Ale w skrócie, książki odpowiadające założeniom metody Monessori powinny być przede wszystkim realistyczne, estetyczne i dobrze napisane.

Według metody Montessori, książki z fantastycznymi motywami w zasadzie nie nadają się dla dzieci młodszych niż 5-6 lat. Do fantastycznych motywów możemy zaliczyć oczywiście czary, istoty nierzeczywiste takie jak wróżki czy duchy, ale też mówiące zwierzęta czy przedmioty. Ta nierzeczywistość dotyczy  nie tylko sfery fabuły, ale też ilustracji. I nie chodzi o to, że wszystkie obrazki muszą przypominać zdjęcia. Wiadomo przecież, że każdy artysta ma własny styl, a żeby książka była dobrze zilustrowana (co jest bardzo ważne dla książek w duchu Montessori), nie można jej zrobić byle jak. Chodzi raczej o to, żeby te ilustracje zbytnio nie odbiegały od rzeczywistości – niebieskie koty, latające samochody itp. raczej tu nie przejdą. Według Marii Montessori małe dzieci dopiero uczą się świata wokół, nie potrafią rozróżnić co jest prawdziwe, a co nie i takie przedstawianie im rzeczy nierzeczywistych może stworzyć w ich głowach błędny obraz świata.

Wiemy już co się nie nadaje według teorii Montessori. Z czego zatem możemy wybierać? Jeśli chodzi o książki z fikcją, to nadają się wszystkie dobrze napisane i zilustrowane historie, które mogłyby się wydarzyć naprawdę. Przykłady? Proszę bardzo:

Bullerbyn. Trzy opowiadania

Dobranoc Albercie Albertsonie

Lato Stiny 

Niezwykłe przygody Ani i Pawła

To tylko trzy przykłady. Na pewno bez problemu znajdziecie też inne książki, które będą pasować do tej kategorii.

Ale poza historiami wymyślonymi przez człowieka, mamy też wiele książek o prawdziwym życiu. Chodzi tu o książki popularno-naukowe. Książki o zwierzętach, którymi dzieci bardzo się interesują. O maszynach. O naszym ciele. O innych kulturach. Powinny to być książki bogato ilustrowane z dużą ilością zdjęć. Dobrze sprawdzą się różne albumy fotograficzne, ale też encyklopedie i wydawnictwa popularno-naukowe dla dzieci. Poniżej kilka przykładów:

Pociągi. Legendarne podróże.

 

Muzyka. Świat w obrazkach.

Anatomia farmy 

1001 obrazków na wsi.

Bardzo głodna gąsienica

Zwierzaki Wajraka

O ptakach

 

52 tygodnie

Nela i tajemnice świata

Wielki błękit

Z resztą w ogóle warto zajrzeć na stronę National Geographic

Dziennik łowcy przygód.

Szermierka Leona Chwistka (nasza recenzja tutaj)

Podsumowując książki dla dzieci w duchu Montessori powinny przede wszystkim szanować dziecko poprzez dobór estetycznych ilustracji, dobrych zdjęć i mądrego tekstu. Nawet jeśli nie jest to tekst edukacyjny w bezpośrednim znaczeniu tego słowa, to książka musi być dobrze napisana. W dziecku kształtuje się poczucie estetyki i wyczucie słowa, więc trzeba to szanować i nie pisać głupot.

A do tego pamiętać należy, że według teorii Montessori, małym dzieciom trudno jest odróżnić fikcję od świata rzeczywistego. Więc książki dla maluchów powinny przedstawiać świat rzeczywisty, żeby się dzieciom nic nie mieszało.

Na tym kończę, a za dwa tygodnie, w kolejnym wpisie z cyklu Przygoda z książką, napiszę o książkach odpowiednich dla dzieci z punktu widzenia edukacji waldorfskiej.

Więcej wpisów o książkach znajdziecie po kliknięciu na obrazek:

Print

 

  • fantastyczne motywy dopiero dla 5-latków? mogę się założyć, że nie ma dziecka, które dotrwałoby do tego wieku „nieskażone” baśniami, opowieściami o czarach, czy kreskówkami!
    z całym szacunkiem dla teorii (i polecanej listy – wiele pozycji bardzo mi się podoba) – jestem pewna, że trochę magii i wiary w cuda nikomu (i w żadnym wieku) nie zaszkodzi!

  • Ten wiek wydaje mi się trochę zawyżony, ale co teoria to inne podejście.
    Tak czy inaczej książki bardzo ciekawe i godne uwagi. :)

  • Ola

    A w takim razie, jaki Waszym zdaniem powinien być wiek, do którego dzieci nie powinny mieszać fikcji i życia? Czy może w ogóle nie powinno być takiego podziału?:)

  • świat w obrazkach i Alberta uwielbiamy!

  • Nie interesowałam się nigdy jakimiś metodami edukacyjnymi dzieci, nie lubię iść w schemat narzucony przez jakąś uczoną osobę. Nie wiem czy udałoby mi się wychować dziecko według teorii Pani Montessori 😉 a wracając do tematu poleciłaś bardzo ciekawe książki. Dobrze pamiętać, że nie tylko baśniowe stwory istnieją i możemy sięgnąć po realistyczne opowiadanie.

  • ciekawe propozycje :)

  • Hm, wydaje mi się, że podział wiekowy w tej chwili nie ma racji bytu :) Choćbyśmy bardzo chcieli, nawet maluchy będą miały kontakt z fantastyką i to nawet przy zwykłej zabawie pluszakami (moje dziecko ma 15 miesięcy i już robi mini teatrzyki z gadającymi pluszakami, oczywiście gada po swojemu, a jedyne co ja rozumiem to to, że pluszaki robią tup tup ^_^ ). Bardzo lubię sposób podejścia do dziecka w pedagogice Montessori, ale staram się nie brać wszystkiego jak leci, tylko dlatego, że lubię metodę. Wydaje mi się, że odrobina magii nikomu nie zaszkodzi, nawet na początku drogi edukacyjnej. Fakt, dobrze jest dziecku stworzyć pewne podstawy, pewną wizję świata, ale nawet jeśli wyjdziemy ze skóry, to dziecko stworzy swoje własne legendy, jak to, że słońce idzie spać, bo to leży w naszej naturze. Od zarania dziejów tworzymy mity dotyczące tego, czego nie rozumiemy, rolą rodzica jest tłumaczyć na czym świat polega, ale nie na tym, by burzyć piękno, tajemnicę i magię dzieciństwa 😉
    Mimo to, książki polecone powyżej są według mnie świetne, część znam i bardzo cenie, część kojarzę albo mam na liście do kupienia w przyszłości. Szczególnie lubię serię Obrazki dla maluchów, gdzie elementarzowe ilustracje są bardzo realistyczne i to w nich cenię najbardziej (bo choć mity i legendy to piękna część dzieciństwa, to niebieskich dziwnych kotów, różowych powykrzywianych kur i nierozpoznawalnych, kwadratowych krów, jakoś zdzierżyć nie mogę :) ).

    • Ola

      Ja myślę, że ogólnie bardziej chodzi o to, że tam gdzie można uniknąć takich fantastycznych rzeczy, według systemu Montessori powinniśmy ich unikać. A w ksiażkach akurat można, trzeba tylko odpowiednio wybierać. Ale ja osobiście też nie jestem jakoś mocno za tym konkretnym podejściem. Zaczęłam od tego, nie z powodów jakichś wielkich sympatii dla tego systemu, a raczej dlatego, że obecnie jest to chyba jeden z bardziej popularnych systemów edukacji alternatywnej w naszym kraju. Zazwyczaj kojarzymy go głównie z niektórymi zabawkami, nazwą i przedszkolem. Pomyślałam, że może warto trochę poszerzyć tą wiedzę:)

      • Mnie się Montessori bardzo podoba głównie za szacunek do dziecka i pozwolenie mu na samodzielność. Mam wrażenie, że dzisiaj gdzie się nie spojrzy, tam dzieci mają ograniczaną swobodę rozwoju, bardzo je się tłamsi i przymusza do nienaturalnych zachowań. Potem wyrastają frustraci i ludzie bez marzeń i polotu, a to bardzo smutne :(
        Polecam zapoznanie się szerzej z metodologią, bo zabawy z dziećmi w duchu Montessori to świetna zabawa nie tylko dla nich, ale i dal rodziców :3

        • Ola

          A dla mnie właśnie „zabawy” Montessori są trochę zbyt… zamknięte. W tej metodzie podoba mi się najbardziej podejście do codziennego życia, tworzenie przestrzeni i warunków, które pozwalają dzieciom na samodzielność. Ale już proces nauki i podejście do zabawy są trochę w sprzeczności z moim charakterem. Ale zapewne dlatego nie ma jednej słusznej drogi dla wszystkich;)

  • Poproszę wszystkie! :)

    • Ola

      To trzeba list do Mikołaja pisać;)

  • Emilia

    Ciekawy post :) ogólnie mnie przekonuje założenie Montessori w tej kwestii, a moja niespełna 2-letnia coreczka lubi słuchać i oglądać historie o dzieciach albo prawdziwych zwierzętach i głownie takie rzeczy czytamy czy oglądamy. Woli to niż motywy fantastyczne (sądząc po tym, do czego sama sięga).
    Mam jedną wątpliwość co do „Bardzo glodnej gąsienicy”. Niby przedstawia cykl życiowy gąsienicy, ale jednak z elementami nierealnymi, w sensie gąsienicą jest tam uosobiona – je to, co jedzą ludzie, a nie tylko to, co gąsienice.

    • To się zgadza. Wątpię żeby gąsienica, nawet bardzo głodna sięgała po kiszone ogórki. Jednak mimo wszystko myślę, że bliżej tu do realnego świata niż do bajki o królewnie śnieżce:) Ale każdy oczywiście może mieć własne zdanie:)